POLITYKA

Czwartek, 25 kwietnia 2019

Polityka - nr 15 (3054) z dnia 2016-04-06; s. 42-43

Społeczeństwo

Dariusz Pradut

Tragedia omyłek

Magdalena Zmitrowicz pięć miesięcy niesłusznie przesiedziała w więzieniu. A teraz pozwała sąd do sądu o wyrok w sprawie, której właściwie nie było.

Rodzinna wioska Magdaleny Zmitrowicz ma 150 mieszkańców i spore możliwości wędkowania, ale z pracą jest mizeria. Sześć lat temu 19-letnia Magda po skończonym liceum, profil usługowo-handlowy, rozpytywała znajomych w pobliskim Koszalinie, czy o jakiejś nie słyszeli. Atuty Magdy: ufna, otwarta, lubi ludzi i łatwo nawiązuje znajomości. Więc na ulicy Młyńskiej w Koszalinie dzięki koleżance poznała chłopaka o imieniu Adrian, a on zaprosił Magdę na kawę do swojej ciotki Eli. Warto było wpaść, bo ciotka Ela prowadziła lokal i mogła paść jakaś propozycja pracy…

Lokal miał lokalizację, ale niewiele więcej. Na podłodze leżały pędzle i puszki farb, pod ścianą stałą drabina, a wszędzie panował remontowy nieład. Ciotka zrobiła kawę i zapytała, czy Magda nie chciałaby pomóc, bo widać, jak jest. Magda wyraźnie się jeszcze nie zadeklarowała, gdy do towarzystwa dołączyła Monika, współwłaścicielka lokalu. Monika i Ela przy kawie otwierały przed Magdą nowe możliwości: jeśli zechce, dostanie w barze pracę, tylko że fundusze się ...