POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 31 (2361) z dnia 2002-08-03; s. 64-65

Gospodarka

Paweł Tarnowski

Trochę cięcia, trochę znieczulenia

Program Kołodki – pomoże czy zaszkodzi?

Do Sejmu trafił rządowy program antykryzysowy autorstwa wicepremiera Kołodki. Ma niewiele kosztować, a pomóc zarówno małym jak i dużym firmom. Znamienne, że wśród samych zainteresowanych jak na razie wzbudza niewiele entuzjazmu. Podczas ubiegłotygodniowej debaty sejmowej najwięcej wykazywał go sam autor, a to może nie wystarczyć.

Nowy plan ratowania przedsiębiorstw został przyjęty dosyć chłodno przez niezależnych ekspertów, bankowych ekonomistów, NBP, a nawet niektóre organizacje biznesowe.

Napotkał też opór w Sejmie. Najwięcej zastrzeżeń mieli przedstawiciele Platformy Obywatelskiej. Posłanka Zyta Gilowska rządowe projekty uznała za „mało konkretne, oparte o niejasne kryteria i obliczone na efekt propagandowy”. Jej zdaniem przyjęcie ustaw w proponowanym kształcie może doprowadzić do niekontrolowanych umorzeń podatkowych, których koszty trudno oszacować. Wezwała więc do ich odrzucenia. Halina Nowina-Konopka z Ligi Polskich Rodzin nazwała rządowe projekty ustaw kroplówką, która ma umożliwić przetrwanie zadłużonym przedsiębiorstwom. Stwierdziła też, że takimi metodami nie da się ożywić gospodarki. Debata była burzliwa. Padały argumenty, ale i inwektywy, nie brakowało osobistych ataków i pomówień, także o lenistwo i brak kompetencji. Po posiedzeniu Zyta Gilowska oceniła, że początek współpracy z ministrem finansów „zapowiada się fatalnie”. „Zadęcie propagandowe – mówiła – jakie do tych projektów przykłada rzą...

Cztery narzędzia

Nowy plan antykryzysowy, tak jak zapowiadał małomówny do czasu sejmowej debaty wicepremier, składa się z czterech części. Przedsiębiorstwa, które są w trudnej sytuacji finansowej, przestały spłacać swe zobowiązania, ale jednocześnie „rokują nadzieje”, będą radykalnie oddłużone. W grę wchodzi niemal pełne darowanie zaległych należności podatkowych i celnych, a także zaległości wobec Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, PFRON i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Rzecz dojdzie do skutku, jeśli wspomagana przez państwo firma wniesie tzw. opłatę restrukturyzacyjną (15 lub tylko 1,5 proc. zobowiązań, kiedy przedsiębiorstwo „ma szczególne znaczenie dla gospodarki narodowej”), a następnie przez rok na bieżąco będzie płaciła wszystkie podatki i składki na ZUS. Duże firmy będą też musiały przedstawić program naprawy swoich finansów.

Na drugim biegunie są przedsiębiorstwa, które same na bieżąco regulują zobowiązania publicznoprawne, ale za nogi ciągną je niesolidni partnerzy. Dla nich rząd przewidział premię podatkową. Jeśli ponad połowa należnych im wierzytelności jest niespłacona dłużej niż trzy miesiące, to będą miały prawo zaliczyć je do kosztów uzyskania przychodu i tym samym obniżyć własną podstawę opodatkowania.

Z kolei nowo powstałe małe i średnie firmy zatrudniające do 50 osób mogą liczyć, że jeśli przez pierwszy rok samodzielnie utrzymają się na powierzchni, to w drugim przestaną płacić zaliczki na podatek dochodowy. Spłata tych zobowiązań nastąpi sukcesywnie w ciągu kolejnych 5 lat, o ile spółka utrzyma początkowy poziom zatrudnienia i nie będzie miała zaległości wobec fiskusa.

Wicepremier nie zapomniał też o bankach. Ich klientela ma coraz większe kłopoty. Udział należności zagrożonych w całej puli kredytów w ubiegłym roku wzrósł do 18,3 proc., a w przypadku przedsiębiorstw do blisko 21 proc. Banki szacują, że w 2001 r. o ponad jedną trzecią powiększyła się liczba dużych firm (korporacji), które utraciły zdolność do obsługi zadłużenia, a o niemal 60 proc. wzrosły należności w praktyce stracone. W tej sytuacji nie pozostało im nic innego, jak dramatycznie zwiększyć rezerwy celowe, co oczywiście odbiło się na wysokości zysków i kondycji finansowej całego sektora. Rząd proponuje więc teraz bankom, by rezerwy na wątpliwe i stracone kredyty (w sumie w 2001 r. wzrosły one o 136 proc.) oraz część kredytów umorzonych podczas realizacji programów restrukturyzacyjnych mogły zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Warunek jest jeden: w zamian banki uruchomią nowe linie kredytowe dla firm w trudnej sytuacji. Dostaną też prawo zamiany długów na akcje lub udziały restrukturyzowanych przedsiębiorstw bez konieczności wliczania ich do przychodów. W połowie sierpnia rząd ma się zająć projektem nowego prawa upadłościowego, które szybciej i sprawniej pozwoli przeprowadzać te procesy, jeżeli uznane zostaną za niezbędne. To będzie druga odsłona programu Kołodki.