POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 29-31

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Trudna lekcja

Już w pierwszych dniach września widać, że wprowadzana na siłę reforma szkolna razi brakiem rozsądku, szacunku dla dzieci i rodziców. Oraz niegospodarnością, która szczególnie odbije się na samorządach.

W szkołach i samorządach przeczołganych deformą nowy rok zaczyna się z zadyszką. I ze złością – na myśl o tym, co można by zrobić za pieniądze włożone w wymuszone przez nowe prawo zmiany. Według zamysłu minister edukacji Anny Zalewskiej od początku roku szkolnego gimnazja stopniowo kończą działalność. Ewentualnie mogą funkcjonować połączone z podstawówkami lub liceami. W praktyce – i w miastach, i w gminach – runęła cała organizacyjno-szkolna konstrukcja. A do odstrzału – lub rozciągniętego w czasie uschnięcia – wystawiono przy okazji nie tylko gimnazja, ale i podstawówki lub licea.

Perspektywa zmian i w miastach, i na wsiach, budziła sprzeciw. Obawy i walkę rodziców już opisywaliśmy w art. „Bunt szkół” (POLITYKA 4). O ile rząd i sejmowa większość zignorowały głos obywateli domagających się referendum w sprawie zmian w edukacji, o tyle wielu samorządowców starało się postulaty mieszkańców uwzględnić. Ale tam, gdzie choć trochę to się udało, trudno mówić o satysfakcji i nadziei u progu nowego roku szkolnego. W tych rozgrywkach zwycięzcy zyskują mniej, niż tracą przegrani.

Zachodniopomorskie Bullerbyn

W Barwicach w Zachodniopomorskiem pierwotny pomysł władz był taki: podstawówkę z odległej o siedem kilometrów wsi Piaski przeniesie się do budynku zajmowanego przez wygaszane gimnazjum i liceum. Budynek postawili na początku lat 2000., w odpowiedzi na reformę wprowadzającą gimnazja. Kosztował 13 mln zł, jest nowoczesny i zadbany. Ale w ludzi w Piaskach jakby grom uderzył. – Część dzieci drugi raz w życiu będzie zmieniać podstawówkę – alarmowała Michalina Górniak, matka ucznia. Bo kilka lat wcześniej, w poszukiwaniu oszczędności, zamknięto szkołę w niedalekim Krosinie, i większość rodziców przeniosła wtedy dzieci do Piasków. No i nie pasowało im, że maluchy teraz miałyby się uczyć w jednym budynku z licealistami. Podobno nie o to w tej reformie chodziło. Wzywali lokalne media, pisali petycje, zapraszali burmistrza i radnych. Radni siadali w ławkach, żeby sprawdzić, czy pomieszczą się w nich starsze dzieci. Stanęło na tym, że podstawówka w Piaskach zostaje, za to nowoczesny budynek w Barwicach będzie pustoszał. Nauczycieli na razie udało się nie zwolnić, ale biolodzy, chemicy i fizycy będą objeżdżać cztery szkoły, by uzbierać etat. O wyposażaniu pracowni, kupowaniu pomocy naukowych nie ma mowy. Z MEN nie przyszły na to żadne pieniądze. Na przedłużanie istniejących podstawówek do ośmiu klas ekstrafunduszy nie ma.

Najtrudniej jest właśnie w małych gminach, z „uratowanymi” wiejskimi szkołami. Przez sąsiednią gminę Grzmiąca też przeszły rodzicielskie protesty, ale w końcu wójt dogadał się z mieszkańcami i z kadrą. Wygaszane gimnazjum miało się połączyć z jedną podstawówką, a dwie z trzech pozostałych wójt chciał podzielić: w jednej umieścić zerówkę i klasy od pierwszej do trzeciej, w drugiej – od czwartej do ósmej. Kurator się nie zgodził. – I teraz w jednej szkole, w Mieszałkach, która ma siedem oddziałów, mam 49 dzieci. Klasy pierwsza i druga są 4-osobowe – opowiada wójt Tadeusz Hajkowicz. – A w drugiej szkole, w Iwinie, na 60 dzieci i osiem oddziałów (siedem klas i zerówka) przypada sześć sal lekcyjnych. Klasy będą więc łączone – w jednej sali czwarta i piąta, szósta i siódma. A na stronie szkoły w Iwinie pojawił się smutny apel: „Stoi przed nami trudne zadanie rozbudowania szkoły o dodatkową klasopracownię. Część potrzebnych funduszy zaczęła pozyskiwać Rada Rodziców. Zwracamy się z prośbą do Państwa, abyście i Wy zechcieli wesprzeć finansowo nasze działania”. 

Cieszyńska pętla czasu

Z budynku cieszyńskiego Gimnazjum nr 3 z Oddziałami Integracyjnymi banner z hasłem: „Nie likwidujcie naszego gimnazjum” znikł na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. – Zostały nam drugie i trzecie klasy gimnazjum, dwie pierwsze klasy podstawówki, jedna czwarta i jedna siódma – wylicza dyrektor Danuta Łabaj i przyznaje, że to twór trochę dziwaczny. Wraz z rodzicami w poprzednim roku szkolnym protestując, osiągnęli tyle, że władze miasta odstąpiły od pomysłu połączenia ich wielkiej szkoły, w budynku XIX-wiecznych koszar austriackich, z jakąś inną. Przekształcają ją w Szkołę Podstawową nr 5, którą była dawniej, przed wprowadzeniem gimnazjów. W weekendy działa tu prywatne liceum dla dorosłych, a to, ocenia dyrektorka, duża pomoc. – Dzięki prowadzeniu świetlicy środowiskowej jesteśmy częściowo przygotowani na pracę z mał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]