POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 10 (2183) z dnia 1999-03-06; s. 39-40

Świat

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Trzech do tanga

W Brazylii i Argentynie rozegrać się ma decydująca bitwa o światowy ład ekonomiczny: utoniemy w kryzysie, czy opanujemy go. Oba kraje przeszły podobną drogę przez chaos i krwawe dyktatury wojskowe aż po mozolnie budowaną demokrację i gospodarkę rynkową. Obydwa wprowadziły walutę, która miała być twarda jak dolar. Brazylia popadła jednak w tarapaty.

Brazylijski real znów osłabł. Wprawdzie gadające głowy telewizyjne pocieszają, że za to tańszym towarom brazylijskim łatwiej będzie przebić się na obce rynki i gospodarka ruszy, ale to brzmi mało przekonywająco: kto wpuści do siebie obce wyroby, nie sprzedając w zamian swoich?

Na pewno nie sąsiednia Argentyna, która uczepiła się dolara i z zaciśniętymi zębami utrzymuje sztywny kurs wymiany 1 peso = 1 dolar. Niektórzy argentyńscy ekonomiści nalegają, żeby porzucić dolara, przede wszystkim po to, żeby potanić i ożywić eksport. Ale prezydent Carlos Menem, dziesiąty rok rządzący krajem, ani słyszeć o tym nie chce: nie po to majstrował przy konstytucji, zezwalając sobie na trzecią już kadencję, żeby w październikowych wyborach zrezygnować ze swojego głównego atutu - twardego peso.

Były minister gospodarki Domingo Cavallo, ojciec tamtejszego cudu gospodarczego, idzie jeszcze dalej: chce wyeliminować z obiegu peso i zastąpić je amerykańskim dolarem. Wtedy już ani prezydent, ani bank, ani prymas, ani nawet dowódca armii nie będzie mógł zdewaluować pieniądza. Będą to mogli zrobić tylko w Waszyngtonie. ...