POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 44 (3184) z dnia 2018-10-30; s. 21-23

Polityka

Rafał Kalukin

Trzeci do pary

Wybory samorządowe pokazały, że przewaga PiS nieco się zmniejszyła, ale widać, że opozycja, aby wygrać, nie obejdzie się bez dopalacza. Jest na to sposób: sojusz wyborczy „trzecich sił”, czyli PSL i SLD. Czy Władysław Kosiniak-Kamysz i Włodzimierz Czarzasty się na to zdecydują?

Tym, co najbardziej dotąd ożywiało dyskusje w obozie opozycji, była kwestia jedności. Ścierały się dwa stanowiska. Pierwsze zakładało, że tylko wielka lista antyPiSu stwarza możliwość przerwania „dobrej zmiany”. Za czym przemawia również ordynacja wyborcza – zwłaszcza osławiona formuła d’Hondta – mocno premiująca duże ugrupowania.

Antagoniści jednak dowodzili, że korzyści ze zjednoczenia będą pozorne. Spore grupy wyborców nie mieszczą się bowiem w gorsecie wojny PO z PiS. Zdominowana przez Platformę jednolita opozycyjna lista skutecznie więc zniechęci do głosowania. Toteż potrzebna jest trzecia siła, która wnosząc nowe idee, tematy i język, trwale zaktywizuje ów elektorat. I dopiero wtedy połączone siły opozycji uzyskają przewagę nad PiS.

Choć tego typu oczekiwania pojawiały się w różnych miejscach politycznego spektrum, główną ich rzeczniczką była lewica. Zwłaszcza młoda, czyli nieeseldowska. Nadeszły jednak wybory samorządowe, które w znacznej mierze unieważniły ten spór.

Przede wszystkim lewicowa trzecia siła okazała się ...