POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 24 (3114) z dnia 2017-06-12; s. 92-94

Kultura

Jerzy Pilch

Trzeci dziennik Pilcha

Drukujemy – do tej pory jeszcze nigdzie niepublikowane – obszerne fragmenty najnowszego dziennika Jerzego Pilcha. To wyjątkowa lektura.

7 maja, niedziela

Nigdy nie byłem tak stary, nigdy nie byłem tak chory, nigdy nie zabierałem się do pisania z tak ściśniętym sercem i nigdy serce moje nie było tak wezbrane nadzieją. O tym, że fraza „serce wezbrane nadzieją” (i inne tego typu frazy) była mi dotąd z gruntu obca, nawet nie wspominam. Człowiek zmienia poglądy – pisarz zmienia styl. Od tygodnia siedzę w Wiśle i borykam się z tutejszymi żywiołami: majowym zimnem, psimi szczynami i matczyną głuchotą. Maj, początek maja jest zimny w całej Polsce, jednakowoż w Wiśle Parteczniku szczególnie; znam to zimno i wy także je znacie. Jak idzie o psie szczyny, to owszem kundle – zwłaszcza ten głupszy – leją, gdzie popadnie. Jak idzie o głuchotę, to przez telefon matula słyszy dobrze, jestem do telefonicznego kontaktu przyzwyczajony, dzwonię do niej z Warszawy praktycznie codziennie, teraz, jak wreszcie możemy pogawędzić face to face, jest mniej wyraźnie. Aparat słuchowy? Tu sprawa nieco się komplikuje, tu może ...