POLITYKA

Poniedziałek, 17 czerwca 2019

Polityka - nr 10 (3201) z dnia 2019-03-06; s. 47-49

Świat

Marek Ostrowski

Trzy kolory i żółty

Wielu znużonych Francuzów zastanawia się dziś, o co tym „żółtym kamizelkom” jeszcze chodzi. I jakie znaczenie dla tego ulicznego buntu mają Żydzi.

Żółte kamizelki? Frédéric lekceważąco macha ręką. – To tylko 1 proc. dorosłej ludności. Jest właścicielem obleganej restauracji opodal Barcelonette w Alpach Południowych. Wieczorami narciarze zaglądają do niej na kolację, omijając wielki hotel, gdzie jadłodajnia podupada. Podupada, gdyż źle płaci młodym ludziom okresowo zatrudnianym w obsłudze hotelowej. To właśnie modelowi zwolennicy „żółtych kamizelek”.

A Frédéric płaci dobrze. Ma ciągle tę samą obsługę i podkreśla – tak jak dawniej prezydent Emmanuel Macron – że kto we Francji ciężko pracuje, daje sobie radę. – „Żółte kamizelki” na pewno niechętnie patrzą na narciarzy – mówi przygodnie spotkana para z Marsylii. – Pewnie myślą, że to rozrywka burżuazji. Nie stać ich na takie wakacje. Te słowa tylko uwypuklają podział społeczny, choć akurat we Francji co roku na narty wybiera się 7–8 mln mieszkańców.

O podziale mówi też Pierre, żandarm z komisariatu w Barcelonette, który dawniej do opieki nad swoimi małymi dziećmi zatrudniał dziewczyny z ...