POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 18-20

Polityka

Rafał Kalukin

Tusku, musisz (cz. 2)

Niespodziewanie znów staje się niezastąpiony. Krzepi antypisowskie serca i przywraca nadzieję na powrót do Europy. Tylko on umie wygrywać z Kaczyńskim. Ale czy znajdzie tym razem receptę na Polskę po PiS?

Ikoniczne hasło z okładki POLITYKI sprzed wyborów 2007 r. było dopiero co jedynie historyczną pamiątką. Przywoływaną w kontekście sentymentalnym bądź ironicznym. Bohater hasła na tyle zresztą oddalił się od polskiej polityki, że pisane tu i ówdzie scenariusze jego ewentualnego powrotu obarczone były balastem pięknoduchostwa.

Wystarczyła jednak wymierzona w Tuska absurdalna szarża PiS na brukselskim szczycie Unii Europejskiej oraz wezwanie „prezydenta Europy” do złożenia mających go upokorzyć zeznań przed polskim prokuratorem, aby hasło „Tusku, musisz” ponownie zagospodarowało masową wyobraźnię. Czemu oczywiście przysłużyła się udana dworcowo-uliczna aranżacja jego wizyty w kraju.

Znienacka awansował do rangi męża opatrznościowego dla skłóconej opozycji. Stając się przy okazji głównym celem pisowskiej propagandy szydzącej z mitu o liberalnym Andersie na białym koniu (choć mając w bagażu „Jarosław, Polskę zbaw” zalecana byłaby przecież wstrzemięźliwość). Nie zabrakło też plugawego hejtu.

Donald Tusk ciągle jeszcze znajduje się poza polską polityką. Lecz jego cień rośnie.

Młodzi chcą Donalda?

Namacalnym świadectwem tego nastroju okazały się sondaże dające Tuskowi nieznaczną przewagę nad bezkonkurencyjnym dotąd Andrzejem Dudą w wyborach prezydenckich. Wartość tych prognoz jest jednak ulotna, skoro elekcja dopiero za trzy lata.

Realne hierarchie polityczne lepiej oddają rankingi zaufania. Tradycyjnie specjalizuje się w nich CBOS, który jednak pomija Tuska w swych comiesięcznych raportach. Odnajdziemy za to nazwisko szefa Rady Europejskiej w swobodniejszych i metodologicznie odmiennych badaniach ośrodka IBRIS. Z blisko 50-proc. zaufaniem Donald Tusk znajduje się tu na czele rankingu. I, jeśli nie liczyć niewzbudzającej większych emocji Barbary Nowackiej, jest on jedynym polskim politykiem, którego krzywa zaufania góruje nad krzywą nieufności.

Ten sam ośrodek na zamówienie „Faktu” i Radia Zet pytał również niedawno, czy Tusk „może być realną przeciwwagą polityczną dla Jarosława Kaczyńskiego”. Pytanie nie do końca precyzyjne, gdyż miesza ze sobą dwa wymiary: obiektywną opinię oraz – zapewne w większym stopniu determinującą odpowiedź – osobistą wolę. Pozwala jednak oszacować potencjał przywództwa Tuska. Blisko 68 proc. badanych odpowiedziało twierdząco. I co ciekawe, najbardziej byli co do tego przekonani Polacy najmłodsi. W grupie wiekowej 18–24 lat – ponad 83 proc., zaś w grupie 25–29 – bez wyjątku wszyscy! Względny sceptycyzm zaczynał się za to wśród osób po pięćdziesiątce i wraz z wiekiem narastał (w grupach 60 plus już tylko niewiele ponad 50 proc.).

Jak to wyjaśnić? Dlaczego potencjał przywódczy Tuska najbardziej doceniają wyborcy, którzy nie mieli okazji w pełni świadomie przeżyć jego wielkiego zwycięstwa nad Kaczyńskim w 2007 r.? Skąd tak silna wiara w moc naszej ikony Europy akurat w pokoleniu, które – co rejestrują inne badania – nie przesadza z euforycznym stosunkiem do Unii, a do tego najmocniej kontestuje chwiejący się liberalny ład oraz kulturowo konserwatywnieje? Być może młodzi Polacy są po prostu żądni nowych wrażeń. Choć i nie można wykluczyć, że PiS, konsekwentnie popadający w obciach (kłania się „Ucho prezesa”!), zaczyna już gubić młodych wyborców. Z badania IBRIS wynika zresztą, że – jeśli spojrzymy na sympatie polityczne – to w wielki powrót Tuska nie wierzą jedynie wyborcy PiS. Co może oznaczać, że elektorat tej partii ponownie zaczyna się zamykać w starszych wiekowo grupach.

PiS w pułapce obsesji

Najprawdopodobniej warszawskiej wizycie Tuska nie towarzyszył polityczny plan. Chodziło tylko o to, aby nie dać się upokorzyć. Aby kamery telewizyjne nie zarejestrowały samotnego polityka, jak strącony z europejskiego piedestału pokornie przekracza próg prokuratury. Taki obraz uwiarygodniałby propagandowe wysiłki PiS przedstawiające Tuska jako politycznego rzezimieszka, którego miejsce jest za kratami.

Czy obawiał się realności takiego scenariusza? Podobno coraz poważniej się z nim liczył. Raz upokorzony stałby się łatwym celem do dalszego nękania. Sięgnął więc po kilka sztuczek PR (przyjazd pociągiem, pieszy przemarsz przez miasto), a że zawsze miał niezwykłą zdolność kreowania wizerunku „normalnego faceta”, efekt okazał się wybuchowy. I natychmiast otworzyła się przestrzeń, aby z defensywy przejść do ofensywy.

Operacja „zamknąć Tuska” stała się więc dla PiS poważnym problemem. Łatwo jest rozliczyć pokonanego, złamanego przeciwnika. Prokuratorski atak na głównego rywala w kolejnych starciach to coś zupełnie innego. Już nie akt sprawiedliwości, lecz brudna gra polityczna. Każde wezwanie do kraju będzie teraz prowokować oddolne mobilizacje przeciwko władzy. Choć i odpuścić też trudno, skoro tyle zostało powiedziane o rozlicznych winach i przestępstwach Tuska – od korupcji zaczynając, na „zdradzie dyplomatycznej” zaś kończąc.

Postawienie przed Trybunałem Stanu z ewentualnym orzeczeniem zakazu pełnienia funkcji publicznych? Potrzeba do tego 276 mandatów w Sejmie. Wspólnie z Kukizem oraz sejmową drobnicą, która opuściła szeregi jego klubu, teoretycznie jest to moż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]