POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 41 (2525) z dnia 2005-10-15; s. 28-31

Kraj / Tragedia w Białymstoku

Barbara Pietkiewicz

Tuż przed dorosłością

Nie jechali na zwyczajną wycieczkę autokarem. Wybrali się – to już długa tradycja w ostatnich klasach – z pielgrzymką do Częstochowy prosić o pomyślność na maturze. Więc tym bardziej ktoś im musi pomóc w odpowiedzi na pytanie: dlaczego i po co stała się taka tragedia?

Stałem na wylocie drogi do Warszawy, pisze Piotr, łapiąc okazję, bo nie zdążyłem na pociąg. Wasz autokar mnie mija. O 6.20 łapię okazję. W ciągu kilku następnych minut mijam was przed samym Jeżewem, znowu was widzę. Macham do was ręką. Widzę jadącego w kierunku Białegostoku tira i busa. O 7.30 słyszę wiadomość z radia. Zginęło 12 osób. Płaczę. Znałem was jedną chwilę, na jedno wyminięcie samochodu, ale zapamiętam na zawsze. Piotrek, lat 28. Ten list wisi w oknie I Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku. Przyszło ich do szkoły wiele od tamtego strasznego piątku.

Wyjechali trochę po szóstej. Było ciemno, padał drobny deszcz. Już od rana, jak zwykle, drogę do Warszawy zalewały tiry. Nie tak znów daleko ujechali. Przed Jeżewem kierowca ich autobusu zaczął wyprzedzać samochód jadący przed nim. Wyprzedzany nie zauważył manewru i też zaczął wyprzedzać samochód, który z kolei jechał przed nim. Autokar został zepchnięty na przeciwległy pas i trzy pojazdy ...