POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 2 (2687) z dnia 2009-01-10; s. 38-40

Rynek

Ryszarda Socha

Twarde wodowanie

Kiedy stocznie w Gdyni, Szczecinie, Gdańsku traciły pieniądze i klientów, inni korzystali z gospodarczej prosperity. Na czym budowali sukces? Czy są jeszcze szanse, żeby pójść ich śladem?

W Chinach nowe stocznie wyrastały niczym grzyby po deszczu. W końcu 2005 r. było ich tam 70, w marcu 2008 r. już 177. W 2001 r. wartość statków budowanych w chińskich stoczniach wynosiła 2,3 mld euro, w 2007 r. – ponad 12 mld euro. W Chinach pracownik zarabia średnio 0,8 euro na godzinę, w Polsce – 12 euro. Gdyby wszystko zależało od kosztów pracy, to wcześniej niż stocznie w Polsce musiałyby zbankrutować chociażby te w Niemczech (32,8 euro na godzinę) i w Norwegii (43 euro). A jednak wciąż trwają, choć przemysł stoczniowy w zamożnych krajach Europy z roku na rok się kurczy. Pod bokiem starych graczy wyrastają też nowi, jak chociażby Turcja.

Dlaczego zachodnioeuropejskie stocznie jeszcze nie upadły? Statek statkowi nierówny nie tylko pod względem wielkości, ale i skomplikowania. Są takie, które mogą powstać tylko w nielicznych stoczniach. Najlepszy przykład to wycieczkowce. Co roku światową flotę wycieczkowców zasila 10–12 jednostek wartych setki milionów euro (do 900 mln euro za statek). Powstają one w kilku stoczniach europejskich (...

Załączniki

  • Europa i jej konkurenci

    Europa i jej konkurenci - JR