POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 49 (2170) z dnia 1998-12-05; s. 94-95

Społeczeństwo

Katarzyna Sułek

Twardziel za biurkiem

Książeczki zdrowia menedżerów są zupełnie puste. Można z tego wysnuć wniosek, że to najzdrowsza praca na świecie. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Biznes-men odwiedza lekarza tylko wtedy, kiedy musi, czyli podczas obowiązkowych badań okresowych i kiedy naprawdę coś go przyciśnie. Ale wtedy już od drzwi krzyczy: - Zwolnienie wykluczone!

Nie wiedzą, co to urlop albo weekend za miastem. Z przyrodą obcują wyłącznie podczas służbowych pikników. Przy biurku spędzają kilkanaście godzin dziennie, przykuci do klawiatury komputera. Jadają nieszczególnie zdrowo i nieregularnie. Podczas służbowych lunchów w dobrych restauracjach nie myślą o jedzeniu, a raczej o interesach. Wypijają hektolitry mocnej kawy, palą, kiepsko śpią. Trudno się temu dziwić, bo nieregularny tryb życia, częste podróże na znaczne odległości i zmiany klimatu doprowadzają do szaleństwa ich biologiczny zegar. Po stresującym dniu organizm jest tak nabuzowany adrenaliną, że o błyskawicznym zaśnięciu można tylko marzyć. Przed oczyma przesuwa się wówczas kartoteka zaległości, spraw niedopilnowanych, błędów, potknięć i obaw, że coś można było zrobić lepiej. Niektórzy ratują się tabletkami nasennymi, ale kac, który pojawia się na drugi dzień, jest trudny do zniesienia.

Polska kadra menedżerska to w znakomitej większości młodzi ludzie, zwykle bliżej trzydziestki niż czterdziestki. Jeszcze nie mają dużych brzuchów, zwyrodniałych kręgosłupów ...