POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 23 (3062) z dnia 2016-06-01; s. 108-113

Na własne oczy

Witold Pawłowski

Twarze do wzięcia

Za podwójnym ogrodzeniem leniwie płynie Eufrat, zmierzając do Syrii i Iraku. Dzieciom z obozu nie przychodzi do głowy, że rzeka może służyć do kąpania.

Syria jest o 40 km stąd, ale nie słychać wystrzałów. Siostra Awada, w tamtym życiu nauczyciela angielskiego, 40-latka, dzwoniła dziś z obozu w Kilis, tuż przy granicy, że tam rakiety daeszowców (bojowników tzw. Państwa Islamskiego) walą na stronę turecką, i że strach. Tu, w Nizipie, można powiedzieć, że jest spokój. Wokół znajomy pejzaż: pagórki i ciągnące się kilometrami gaje oliwne i pistacjowe. Gaziantep, lokalna metropolia, to stolica pistacji i baklawy, każdy w Turcji to powie. Gaziantep ma 1,93 mln mieszkańców plus aktualnie 350 tys. uciekinierów z Syrii. Syryjskich braci – jak ich się tu oficjalnie nazywa. W 130-tysięcznym Kilis jest 130 tys. Syryjczyków plus wielotysięczny obóz. Granica państwowa jest tu stosunkowo świeżej daty, przecięła dawne osmańskie więzy. Każdy z tamtej strony ma jakąś rodzinę po tej stronie. I kiedy przyszła trwoga i już nie szło wytrzymać albo nie było dachu nad głową, przypomnieli sobie o tureckich krewnych. Przynajmniej żeby się gdzieś zaczepić na początek.

Ci bez miejscowych korzeni, zagubieni, chorzy, starzy, mało przedsiębiorczy, gapowaci trafili do ...

Załączniki

  • [Aleppo - mapa]

    [Aleppo - mapa]