POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 8 (2181) z dnia 1999-02-20; s. 3-8

Raport

Joanna SolskaPaweł WalewskiEwa Nowakowska  [wsp.]

U lekarza w kieszeni

Zapowiedziany na 19 lutego desperacki strajk generalny służby zdrowia oraz coraz częstsze głosy, aby odtrąbić odwrót od nieudanej reformy, każą wrócić do spraw fundamentalnych. Przede wszystkim: po co się robi reformę? Minister Wojciech Maksymowicz powtarza, że głównie chodzi o to, aby pieniądze wędrowały (do placówek i kieszeni medyków) za pacjentem. Dla lekarzy i pielęgniarek reforma oznacza przede wszystkim - a często wyłącznie - oczekiwanie większych zarobków. Pacjenci spodziewali się łatwiejszego i skuteczniejszego leczenia, nie wymuszanego łapówkami. Po pierwszych tygodniach totalnego bałaganu wszyscy, oprócz ministerstwa, czują się mocno zawiedzeni. Nie można tego stanu rzeczy bagatelizować stwierdzeniem, że minęło za mało czasu, aby odczuć pozytywy i że wszystko jakoś się ułoży. Nie ma na to najmniejszych gwarancji. Dlatego wracamy do kwestii podstawowych: lekarzy, pieniędzy, organizacji.

Reforma ochrony zdrowia, jeśli ma być prawdziwa, musi oznaczać dla przychodni i szpitali taką samą terapię szokową, jaką dziesięć lat temu przeżył przemysł. Wiele fabryk splajtowało, ale te, które przetrwały, wytwarzają dziś towary nie gorsze od zagranicznych. Powstały nowe przedsiębiorstwa, produkujące według najnowocześniejszych, światowych technologii. Wielu ludzi utraciło pracę, wielu musiało zdobyć nowe kwalifikacje, ale stale rośnie rzesza osób, które zaczęły zarabiać pieniądze porównywalne z tymi, jakie osiąga się na Zachodzie.

Ochrona zdrowia pozostała jedną z niewielu dziedzin, w których od początku lat 90. nie zmieniło się nic. Nie było konkurencji, nad nikim nie wisiała groźba utraty pracy czy konieczność przekwalifikowania się. Państwo zdawało się stawiać sprawę z całym cynizmem - etat w szpitalu nie daje pieniędzy, stwarza jednak spore możliwości dorobienia na boku. Oficjalnie więc państwo udawało, że płaci, a zatrudnieni, że pracują - z całym szacunkiem dla wyjątków, ludzi, którzy pracowali ciężko, a łapówek nie brali. Nie wiadomo też było, ile co kosztuje. ...