POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 21 (2605) z dnia 2007-05-26; s. 94-95

Ludzie / Prawo

Wojciech Markiewicz

Ubezdomniony

Zarabia za dużo, żeby ubiegać się o lokal komunalny, ale za mało, żeby mieszkanie kupić. Gdyby porzucił pracę i przeszedł na garnuszek pomocy społecznej, w której dzisiaj pracuje, mieszkanie by mu przysługiwało.

Od prawie trzech lat Bernard Łyszkowski (30 l.), pracownik pomocy społecznej, jest bezdomny. Dachu nad głową pozbawił go Sejm oraz urzędnicy dzielnicy Włochy Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. A było to tak.

Po śmierci rodziców Bernard mieszkał samotnie w 40-metrowym lokalu komunalnym przy ul. Popularnej, róg Krańcowej, w podwarszawskich Włochach. Na wstępie trzeba powiedzieć, że nie był i nie jest elementem patologicznym. Nie pił, nie brał, nie urządzał awantur ani całonocnych libacji, nie był notowany. Nie zalegał z czynszem ani innymi opłatami. – Od 18 roku życia sam się utrzymywałem, pracowałem w pomocy społecznej, zarabiałem i dzięki temu mogłem skończyć studia zaoczne – mówi.

W 2001 r. Sejm, nie wnikając zbyt szczegółowo w konsekwencje, uchwalił ustawę zwracającą byłym właścicielom, ich spadkobiercom i spadkobiercom spadkobierców nieruchomości takie jak dom przy ul. Popularnej 60. Nowy właściciel od razu wypowiedział Bernardowi umowę najmu lokalu. Łyszkowski wystąpił więc do urzędu dzielnicy Włochy z wnioskiem o&...