POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 24 (2608) z dnia 2007-06-16; s. 34-36

Kraj

Krzysztof Burnetko

Uczeń goni mistrza

Jeśli ktoś myśli, że minister Zbigniew Ziobro jest nowatorem w pojmowaniu i stosowaniu prawa, to się myli. Ziobro jedynie kopiuje styl Lecha Kaczyńskiego z czasów, kiedy ten zasiadał w fotelu ministra sprawiedliwości. Podobieństwa są uderzające.

Pokazowe konferencje prasowe, niepoparte dowodami oskarżenia i tajemnicze sugestie o podejrzanych powiązaniach osób publicznych. Próby wprowadzenia represyjnych rozwiązań w kodeksach karnych, wytyczne dla prokuratorów, podważanie prawniczych autorytetów, ataki na sędziów i adwokatów. Charakterystyczna frazeologia z użyciem wojennej retoryki („front”, „układ”, „przewietrzanie”, „terapia szokowa”, „zajadła walka z mordercami, złodziejami i gwałcicielami” itp.). Wszystko to składało się na dorobek ministra Lecha Kaczyńskiego, który urzędował krótko, ale dało mu to potencjał, który doprowadził go w końcu do Pałacu Prezydenckiego. Co dla Ziobry jest wzorem wartym rozpatrzenia.

Późną wiosną 2000 r. Unia Wolności zrywa (wedle niektórych dużo za późno) koalicję z Akcją Wyborczą Solidarność. Bezpośrednią przyczyną było to, że premier mianował komisarza w warszawskiej gminie Centrum. Po zerwaniu w rządzie Jerzego Buzka powstaje kilka wakatów, m.in. fotel ministra sprawiedliwości zwalnia Hanna Suchocka. 12 czerwca 2000 r. urząd obejmuje Lech Kaczyński, były prezes NIK, a w tym czasie – pracownik naukowy. ...