POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 31 (3171) z dnia 2018-08-01; s. 28-31

Społeczeństwo

Joanna Solska

Udręki rezydenta

Rezydent wypoczywa w atrakcyjnych miejscach świata i jeszcze mu za to płacą – to definicja turystów. Według samych rezydentów – bez względu na to, czy zawali rodzime biuro podróży czy zagraniczny kontrahent, zawsze będzie obwiniany pilot wycieczki.

Polscy turyści, przebywający w greckim hotelu Ramada Mati, zaskoczeni gwałtownym pożarem narzekają, że nie doczekali się pomocy rezydentów, musieli sobie radzić sami. Pożar wprawdzie opanowano, ale teraz na rezydenta, czyli lokalnego przedstawiciela biura podróży, spadły naprawdę przykre obowiązki. Dwie osoby z polskiej grupy zginęły, trzeba załatwiać formalności związane z transportem ciał do kraju. Najczęściej okazuje się, że ubezpieczenia, które biura obowiązkowo wykupują dla wyjeżdżających, takiej opcji nie zawierają. Jednak na sytuacje nadzwyczajne często ani rezydenci, ani zatrudniające ich biura podróży, nie są przygotowane. Po prostu zakładają, że się nie zdarzą.

Czasem wręcz starają się kłopotów uniknąć, zostawiając turystom numer telefonu, pod który nie sposób się dodzwonić. Tak twierdzi turystka wypoczywająca na Krecie w hotelu Aldemar Cretan Village, której twarz poranił spadający parasol. Próbowała się dodzwonić do rezydentki, wysyłała esemesy. Bezskutecznie, rezydentka pojawiła się w hotelu dopiero po tygodniu. Pierwszej pomocy udzieliła Polce pielęgniarka brytyjska, przebywająca na wakacjach w tym samym hotelu. Rezydentka, według ...