POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 8 (2233) z dnia 2000-02-19; s. 60-61

Gospodarka

Paweł Tarnowski

Ujeżdżanie byka

Warszawska giełda obudziła się z letargu

Na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych w odstępie zaledwie kilku dni padły rekordy wszech czasów. Podstawowy indeks najpierw przekroczył granicę 21 tys. punktów, a potem zbliżył się do 22 tysięcy. Na parkiecie panuje optymizm połączony z przekonaniem, że prawdziwy szczyt notowań daleko przed nami. Symbolizujący hossę byk chyba na dłużej wypłoszył niedźwiedzia. Giełdzie od dawna potrzebny był jakiś sukces i wreszcie go ma.

Przez minione dwa lata giełda, mimo kilkunastu dużych prywatyzacji spółek Skarbu Państwa, w zasadzie wegetowała. Indeksy, pomijając rutynowe falowanie, niewiele się zmieniały. Podobnie było z liczbą zleceń i średnimi obrotami, które rzadko przekraczały 180 mln zł na sesję. Zarządy coraz większej liczby  prywatnych i państwowych firm zaczęły dochodzić do wniosku, że obecność na giełdzie przynosi coraz mniej korzyści, a przysparza coraz więcej kłopotów. Sam prestiż już nie wystarczał, kredyty – dla dobrych – stały się łatwo dostępne i wygodniejsze niż emisja akcji, a konieczność składania szczegółowych raportów i ujawniania planów coraz bardziej doskwierała. Efekt był taki, że w 1999 r. do publicznego obrotu Komisja Papierów Wartościowych i Giełd dopuściła zaledwie 18 nowych przedsiębiorstw. Brakowało porządnych kandydatów. Wcześniej co sezon pojawiało się po kilkadziesiąt świeżych spółek. Jednocześnie w minionym roku giełdę opuściło aż 7 firm, a wiele innych składało deklaracje, że ...