POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 29 (2410) z dnia 2003-07-19; s. 19-22

Temat tygodnia / Sojusz lewicy z lewizną

Jagienka Wilczak

Układ prowincjonalny

Afera starachowicka jest w sumie głębsza i ciekawsza, niż mogłoby wynikać z gorączkowego zestawienia faktów i nazwisk. Ważniejszy także, niż ujawnienie przecieku ostrzegającego kolegów z lokalnej władzy, jest ujawniający się przy tej okazji stan degrengolady polskiej prowincji, rozmiar spustoszenia społecznego dokonanego bezrobociem i beznadzieją.

Budowanie starachowickich układów zaczęło się wraz z upadkiem fabryki Stara, największego pracodawcy w mieście. W czasach świetności Star zatrudniał blisko 20 tys. osób, jedną trzecią mieszkańców. Dawał zarobki, mieszkania, przedszkola, rozrywki, sport, talony na samochody i poczucie dumy, że ciężarówki ze Starachowic miały markę od Paryża po Dakar. Potem świat stanął na głowie: produkcja spadła, fabryka zaczęła zwalniać, załoga strajkowała. Ani miejscowi, ani rządowi nie mieli pomysłu, jak zatrzymać upadek. Miasto wpadało w letarg.

Towarzystwo wzajemnej rekreacji

To wtedy zaczęły masowo ginąć samochody. Niektóre się znajdowały, jeśli właściciel zgodził się zapłacić haracz. Albo sprzedawano je w częściach na giełdzie, jeśli się stawiał. Proceder kwitł, mówiono o miejscowych gangach, ale widać nikomu to nie przeszkadzało: ani policji, ani prokuraturze. Zresztą Starachowice nie miały szczęścia do policji. W ostatnich latach komendanci zmienili się trzykrotnie, przedostatni został zmuszony do odejścia przez starostę. Mówiono, że za dużo wiedział i nie ...