POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 34 (3124) z dnia 2017-08-23; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Komentarz

Ewa Siedlecka

Układ zamknięty

Zabawa w Trybunał Konstytucyjny trwa. Warto się jej przyglądać, bo ten eks­pe­ryment na ciele konstytucyjnego organu pokazuje, jak będą działać Sąd Najwyższy, Krajowa Rada Sądownictwa i sądy powszechne po przejęciu przez PiS.

W zeszły czwartek PiS ogłosił, że jego kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego, w miejsce zmarłego prof. Lecha Morawskiego, będzie dr hab. Justyn Piskorski, szef Katedry Prawa Karnego UMCS w Poznaniu. W poszukiwaniu, kto zacz, media dotarły do jego artykułu w miesięczniku lefebrystów „Zawsze wierni”, z kwietnia zeszłego roku. Artykuł jest o „kryzysie ojcostwa”, a autor stawia w nim śmiałe tezy. M.in. że nauczanie koedukacyjne sprawiło, iż chłopcy zniewieścieli, a dziewczynki zrobiły się „agresywne i asertywne”. Że „Przemoc w rodzinie jest pojęciem fałszywym”, bo ona się odbywa nie w rodzinie, gdzie jest mąż, żona i dzieci, tylko w nie-rodzinach, gdzie są partnerzy. Wreszcie, że walka z tradycyjną męskością „to walka prowadzona z Bogiem na wszystkich możliwych polach”.

PiS wybierze sobie do Trybunału Konstytucyjnego kogo chce. Jak zechce – wybierze konia (precedens jest: cesarz Kaligula zrobił swojego konia senatorem). A żeby wszystko było lege artis, wcześniej zmieni ustawowe kryteria i dopisze, że kopytne też mogą kandydować do TK.

Prof. Morawski nie był sędzią, tylko dublerem wybranym przez poprzedni Sejm na obsadzone już prawomocnie miejsce w Trybunale. A więc prezydent Duda powinien zaprzysiąc któregoś z trzech wybranych wtedy sędziów: Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka lub Andrzeja Jakubeckiego. I trzeba o to do niego apelować. Nie uzdrowi to już Trybunału, ale uzdrowi relacje prezydenta z konstytucją. I tą częścią suwerena, która jest przywiązana do idei jej przestrzegania przez władzę.

Tymczasem Trybunał Konstytucyjny pod wodzą Mariusza Muszyńskiego i Julii Przyłębskiej (kolejność nieprzypadkowa) łamie prawo. Nie tylko konstytucję, ale też ustawy uchwalone przez PiS. Przykładem uchwalony 27 lipca Regulamin TK, którego do dziś Trybunał nie umieścił na swojej stronie internetowej. Media najbardziej wybiły punkt regulaminu, który uniemożliwi sędziom kwestionowanie – w trybie zdania odrębnego do wyroku – prawa do orzekania przez dublerów. To sprzeczne z ustawowym (art. 106 ust. 3 ustawy o trybie postępowania przed Trybunałem) prawem do zdania odrębnego, gdzie nie postawiono żadnych granic czy warunków. I z art. 195 ust. 1 konstytucji, w myśl którego sędziowie TK w sprawowaniu urzędu są niezawiśli i podlegają tylko ustawie zasadniczej.

Ale kluczowe jest to, że ten regulamin, wbrew ustawie (nie mówiąc już o konstytucji) pozwala prezesowi TK niemal na wszystko. Będzie mógł po prostu nie przyjąć do rozpatrzenia wniosku np. rzecznika praw obywatelskich, grupy posłów, prezesów SN i NSA czy pytań prawnych sądów. Wystarczy, że wymyśli sobie nieistniejące uchybienia formalne. Nie ma instancji odwoławczej.

Będzie mógł zablokować wydanie wyroku zmieniającego dotychczasową linię orzeczniczą TK. Można ją zmienić tylko w tzw. pełnym składzie Trybunału. Wystarczy więc, że prezes nie wyrazi zgody na pełny skład.

Kolejne kuriozum porównywalne jest do sytuacji, w której sąd powszechny musiałby się zwracać do prezesa sądu o pozwolenie na przesłuchanie świadka. Otóż według nowego regulaminu to prezes TK decyduje, czy skład sądzący będzie mógł w ramach postępowania zwrócić się o stanowisko, wyjaśnienia czy dane do innych organów i instytucji. Nie ma terminu na wydanie pozwolenia przez prezesa, więc będzie mógł blokować rozpatrzenie sprawy.

Prezes dostał prawo dowolnego ustalania składów sądzących. Wprawdzie obowiązuje ustawa, która mówi, że musi przydzielać sprawy w kolejności alfabetycznej, ale według regulaminu: „Wniosek (…) oraz skargę konstytucyjną Prezes Trybunału kieruje do wyznaczonego przez siebie sędziego Trybunału”.

To „legalizacja” procederu uprawianego od początku przejęcia rządów w Trybunale przez tandem Muszyński–Przyłębska. Sprawy są przydzielane sędziom „po uważaniu”, skład sądzący jest nieraz kilkakrotnie zmieniany (nie licząc zmian zgodnych z prawem i związanych z końcem kadencji sędziów). Takie roszady w składach są sprzeczne nie tylko z ustawą, ale i z konstytucją, która daje każdemu prawo do bezstronnego sądu. Wystarczy popatrzeć, kogo tandem Muszyński–Przyłębska wyznacza do konkretnych spraw – zawsze jest tam przynajmniej jeden dubler. Czasem skład wygląda na czystą złośliwość. Np. legalność wyboru w 2014 r. Małgorzaty Gersdorf na I Prezesa SN dostał (wziął sobie?), jako sprawozdawca, Mariusz Muszyński: dubler, którego legalność wyboru zakwestionował w 2015 r. Trybunał Konstytucyjny.

Do tego dochodzą wizyty polityków w gabinecie sędzi Przyłębskiej. Potwierdzono kilkakrotne wizyty Mariusza Kamińskiego, Zbigniewa Ziobry i Arkadiusza Mularczyka. Ten pierwszy żądał teczki personalnej wieloletniej pracownicy Trybunału, żony sędziego Wojciecha Łączewskiego, który skazał Kamińskiego za prowokację w Ministerstwie Rolnictwa. Niedługo po oglądaniu przez Kamińskiego jej akt osobowych dostała polecenie przeniesienia się ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]