POLITYKA

Poniedziałek, 18 marca 2019

Polityka - nr 37 (2722) z dnia 2009-09-12; s. 92-94

Świat

Wawrzyniec Smoczyński

Ukryty kanclerz

Do niemieckich wyborów zostały dwa tygodnie, ale jeden człowiek triumfuje już teraz. Skrajna lewica Oskara Lafontaine’a ruszyła na podbój Niemiec zachodnich i SPD.

A mówiono, że lewica nie korzysta na kryzysie. W ostatnią niedzielę sierpnia mieszkańcy trzech niemieckich krajów związkowych – Turyngii, Saksonii i kraju Saary – wybierali Landtagi. Wszędzie wygrała rządząca CDU, ale tylko w Saksonii zdołała poprawić wynik, w Saarze i Turyngii partia Angeli Merkel odnotowała spadki. Niewiele lepiej wypadła SPD, ale to nie porażki wielkich partii były prawdziwą sensacją tych wyborów. Na trzy tygodnie przed ogólnoniemieckim głosowaniem wielki sukces odniosła skrajnie lewicowa Die Linke, zgarniając 21,3 proc. głosów w kraju Saary.

Wynik w najmniejszym, zaledwie milionowym landzie pod granicą Francji przeszedłby bez echa, gdyby nie fakt, że to pierwszy kraj związkowy na zachodzie Niemiec, gdzie skrajna lewica zgarnęła tyle głosów. 20-proc. poparcie notowała dotychczas tylko w Niemczech wschodnich, na zachodzie kraju zdobywając w najlepszym razie 5–8 proc. Die Linke może teraz wejść do rządu Saary, jeśli tylko SPD zdecyduje się z nią paktować. Ale sukces skrajnej lewicy to przede wszystkim niespodziewany comeback jednego z najbardziej kontrowersyjnych ...

Załączniki

  • Czerwona fala

    Czerwona fala - [rys.] JR