POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 2 (2332) z dnia 2002-01-12; s. 17

Wydarzenia

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Ulica krzyczy, kapitał szepcze

Jeśli Argentyna nie znajdzie rozwiązania kryzysu, władzę mogą przejąć wojskowi

Argentyna ma przyszłość! – woła prezydent Eduardo Duhalde, piąty z kolei wyłoniony przez kongres w ciągu niespełna miesiąca. Czy to właśnie chcą usłyszeć rozebrani do pasa młodzi ludzie, którzy rzucają w policję kamieniami? Czy to jest zaklęcie, które ich uspokoi i pośle do domu? Bo jeśli nie, szykujmy się na szóstego prezydenta.

Przyszłość Argentyny nie wygląda dobrze. Cały kryzys zaczął się od pieniędzy i na nich się pewnie skończy, bo przecież kraj nie może zbankrutować – może co najwyżej zawiesić spłaty długów, co Argentyna właśnie zrobiła i za co została ukarana wstrzymaniem pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Za pewien czas wierzyciele zgodzą się na restrukturyzację długów, bo wolą dostać połowę niż nic. MFW obieca wznowienie pomocy, ale pod warunkiem przedłożenia i ścisłego przestrzegania zrównoważonego budżetu. Żeby budżet zrównoważyć, trzeba zdewaluować peso, od dziesięciu lat z coraz większym trudem nadążające za dolarem, z którym jest sztywno związane.

Ktoś musi zapłacić za życie ponad stan i tym kimś są sami Argentyńczycy. Mówi się, że dewaluacja peso będzie sięgała 30–40 proc. Dzięki temu produktom argentyńskim będzie o 30–40 proc. łatwiej znaleźć nabywców za granicą. Ale to także znaczy, że oszczędności Argentyńczyków stracą 30–40 proc. na wartości. Można by ...