POLITYKA

Wtorek, 23 października 2018

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 70-71

Nauka

Mateusz Hohol

Umysł po drugiej stronie lustra

Neurony lustrzane miały zrewolucjonizować wiedzę o mózgu i umyśle. Ich cudowne właściwości okazują się jednak w dużym stopniu mitem.

Nadano im wiele przydomków, by wymienić tylko – za Vilayanurem Ramachandranem z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego – „neurony, które ukształtowały cywilizację”. Z kolei w ich wadliwym działaniu dopatrywano się przyczyn m.in.: autyzmu, schizofrenii, psychopatii, uzależnienia od papierosów i otyłości. Niektórzy popularyzatorzy nauki poszli jeszcze dalej, spekulując, że ewolucja neuronów lustrzanych umożliwi kiedyś telepatię, a teoretycy tzw. neurodydaktyki – także rodzimi, m.in. Marzena Żylińska – twierdzą, że trening neuronów lustrzanych może polepszyć osiągnięcia edukacyjne uczniów. W ten sposób owe specyficzne komórki nerwowe przedostały się ze specjalistycznych czasopism naukowych do szerokiego obiegu, gdzie zaczęły żyć własnym życiem.

Ale znalazły się również „na celowniku” sceptyków. Nieformalnym przywódcą opozycji wobec tej naukowej mody został Gregory Hickok, profesor nauk kognitywnych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, który w 2009 r. na łamach czasopisma „Journal of Cognitive Neuroscience” zakwestionował kluczowe funkcje przypisywane tym komórkom, a niedawno opublikował książkę pod wymownym tytułem: „Mit neuronów lustrzanych” (wydaną również po ...