POLITYKA

Niedziela, 16 czerwca 2019

Polityka - nr 48 (2885) z dnia 2012-11-28; s. 16-18

Temat tygodnia

Wawrzyniec Smoczyński

Unia od kuchni

Szczyt budżetowy to nie żaden bój, walka ani zwycięstwo. To niekończące się rozmowy za zamkniętymi drzwiami, serie esemesów od dobrych znajomych i niewinne dokumenty, w których kryją się zatrute liczby. Nasz reporter towarzyszył polskiej delegacji na szczyt.

Jest czwartek wieczór, w Brukseli pogoda pod psem. Rondo Schumana jest wyłączone z ruchu, policjanci zawracają przechodniów, nawet metro nie staje dziś na stacji w sercu dzielnicy europejskiej. Do miasta zjechało 28 głów państw i rządów, wszyscy są w budynku Justus Lipsius, siedzibie Rady Unii Europejskiej. Brązowe gmaszysko jest mniej znane niż Berlaymont, siedziba Komisji Europejskiej, ale to tutaj zapadają dziś kluczowe decyzje w Unii. Traktat Lizboński przesunął władzę od komisarzy do przywódców, ich szczyty to dziś najwyższe misterium polityczne w Europie.

Kiedyś Rada Europejska zbierała się od wielkiego dzwonu, ostatnio spotyka się co miesiąc. Kryzys w strefie euro wymusza ciągłe decyzje, a podejmowanie ich w gronie 27 osób to polityczna tortura. By poradzić sobie z tym zadaniem, Unia wypracowała bizantyjską machinę uzgadniania interesów narodowych, którą wytacza na każdy szczyt. Budżet to dla niej najcięższa próba. – Gdy przychodzi do pieniędzy, osobiste relacje nie mają żadnego znaczenia. To najtwardsze negocjacje w Unii – mówi Piotr Serafin, minister ds. europejskich i polski szerpa, czyli emisariusz premiera podczas unijnych zjazdó...