POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 7 (3148) z dnia 2018-02-14; s. 96

Felietony / Hartman

Jan Hartman

Uniwersytet mój demokratyczny

Wszystko kiedyś ulega erozji i upada, nawet jeśli w agonii rzuca się w reformy. Wielka reforma to nic innego jak kryzys, a kryzys w naszych czasach to nie nowa nadzieja, lecz właśnie agonalne drgawki. Taką to bowiem mamy epokę – wielki czerwony zmierzch, poza którym noc i jutrzenka zupełnie nieznanego, może już nie-ludzkiego świata. Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, powiadają Marks z Engelsem. Dopiero dziś mogliby sobie zobaczyć, jak szybko się czasem rozpływa.

Jedną z najbardziej zaskakujących klęsk schyłkowej nowoczesności jest upadek uniwersytetu. Och, bynajmniej nie mam na myśli złego stanu badań i sanitariatów. Wiedzy coraz więcej, a sanitariaty, i nie tylko, bo również sale wykładowe i laboratoria, coraz piękniejsze. Studentów masa, granty, projekty i konferencje przepychają się jak szczeniaki przy misce, a życie akademickie kwitnie od kantyny po rektorskie pokoje. Jest rozwój! A jednak wszystko to jakby na niby. Nie, nie, ja nie sądzę, aby kiedyś było lepiej, poważniej, godniej. Mnie ...