POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 28 (3118) z dnia 2017-07-12; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Komentarz

Ewa Siedlecka

Upadłe państwo prawa

Obraz państwa prawa w Polsce coraz bliższy jest tzw. państwom upadłym. Tam o tym, co jest prawem, decyduje tylko wola tego, kto aktualnie dzierży władzę.

Prawo jest więc tylko o tyle przewidywalne, o ile przewidywalne są wola i działania władzy. Polskę do państw upadłych zbliża też to, że osoby oficjalnie sprawujące władzę i – według prawa za sprawowanie władzy odpowiadające – w istocie nie sprawują rządów. Władzę sprawuje zaś osoba niepodlegająca odpowiedzialności za sprawowanie władzy.

W składzie dwóch wybranych przez PiS sędziów i jednego dublera Partyjny Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył wniosek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry zmierzający do uznania, że sądzący w Trybunale od 2010 r. trzej sędziowie zostali wybrani w sposób naruszający konstytucję. To może dać pretekst do usunięcia ich z urzędu. W chwili zamykania tego numeru nie znaliśmy rozstrzygnięcia.

Jednak tę sprawę sądziła Julia Przyłębska, wybrana na prezesa TK na podstawie przepisu, który w momencie tego wyboru jeszcze nie wszedł w życie, i bez podjęcia w tej sprawie – wymaganej pisowską ustawą o TK – uchwały przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. A więc bezprawnie. Tę sprawę sądził też Mariusz Muszyński, który został wybrany do Trybunału na zajęte już miejsce, a więc nielegalnie (co potwierdza opublikowany przez PiS wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 r.). Jeśli Małgorzata Gersdorf straci urząd w wyniku uznania przez ten skład Trybunału, że została wybrana nielegalnie, to co z Julią Przyłębską i Mariuszem Muszyńskim? Oczywiście wiemy, że nic, bo żyjemy w kraju, w którym prawo nie znaczy prawo, a wszystko zależy od woli nieformalnie rządzącego.

Coraz bardziej się do takiej sytuacji przyzwyczajamy. Tym bardziej że w jakiś sposób sankcjonują ją „starzy” sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Jest to akceptacja przez zaniechanie oporu.

Tydzień wcześniej prezydent mianował wiceprezesem TK Mariusza Muszyńskiego, wybranego na to stanowisko przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, w którym uczestniczyli też „starzy” sędziowie. Nie zbojkotowali oni Zgromadzenia, mimo że zdawali sobie sprawę, że koniec końców wskazany zostanie Mariusz Muszyński, bo „nowi” sędziowie mają przewagę głosów. Wiedzieli zatem, że wiceprezesem zostanie osoba niebędąca – wedle ich własnego wyroku – sędzią Trybunału, a więc niemająca prawa pełnić tej funkcji. Ich przyjście na Zgromadzenie można zrozumieć: mogli głosować na kontrkandydata: „starego” sędziego Stanisława Rymara. I tak też zrobili. Muszyński dostał siedem głosów, Rymar – sześć. Udziału w głosowaniu odmówił tylko jeden „stary” sędzia, Marek Zubik. Potem wszyscy sędziowie – oprócz sędziego Zubika – przyjęli uchwałę o przedstawieniu prezydentowi do wyboru kandydatów Muszyńskiego i Rymara.

Jak to możliwe, że „starzy” sędziowie uznali, że można prezydentowi przedstawić kandydaturę niesędziego? Sędziowie nie wydali dla opinii publicznej żadnego oświadczenia na ten temat. Trudno to zrozumieć inaczej, jak uznanie, że mimo iż Muszyński nie jest sędzią, to skoro prezydent uznaje, że jest – to niech go mianuje. Zatem sędziowie sądu konstytucyjnego w Polsce – z wyjątkiem sędziego Marka Zubika – uznali prawo władzy do stawania ponad prawem. Usankcjonowali upadłe państwo prawa. Pół roku wcześniej, gdy Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK wybierało prezesa TK, też przyszli. Ale przynajmniej złożyli votum separatum – oficjalne oświadczenie do protokołu, że wybór odbył się z naruszeniem prawa.

Potem jednak uznali prawo Julii Przyłębskiej do występowania w roli prezesa i podporządkowują się jej zarządzeniom.

Starzy” sędziowie zasiadają w składach sędziowskich razem z dublerami sędziów i podpisują się pod czymś, co ma nagłówek: „Wyrok Trybunału Konstytucyjnego”. Podporządkowują się poleceniom osoby, która została w sposób prawnie nieważny wybrana na prezesa Trybunału. Wzięli udział w wyborze na wiceprezesa osoby, która nie jest sędzią. I podporządkowują się jej poleceniom. Zapewne będą to robić także, gdy po uznaniu przez Trybunał za bezprawny wybór Małgorzaty Gersdorf zostanie ona przez PiS zdymisjonowana. A więc usankcjonują złamanie zasady równości wobec prawa: inne jest dla prezesa Sądu Najwyższego, inne dla sprawujących funkcje prezesa i wiceprezesa TK.

Jak to mają rozumieć ludzie, którzy półtora roku temu przychodzili na wielotysięczne demonstracje w obronie Trybunału, państwa prawa i konstytucji? Że należy się podporządkowywać bezprawnemu prawu i że wola władzy jest ponad konstytucją?

Znamy argumenty „starych” sędziów: zostali wybrani na sędziów i będą swoją służbę pełnić do końca kadencji. Ale mają już chyba jasność co do jednego: że ta „służba”, wbrew ich woli, przyczynia się do sankcjonowania upadku państwa prawa.

Sędziowie weszli na równię pochyłą, na której nie ma ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]