POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 5 (3096) z dnia 2017-02-01; s. 94

Passent

Daniel Passent

Uprawiałem seks w PRL

Uprawiałem seks w PRL – przyznaje znany dziennikarz postkomunistyczny w rozmowie z tygodnikiem „wSieni”.

Redakcja „wSieni”: – 28 lat minęło od upadku komunizmu, a pan dopiero teraz przyznaje, że uprawiał seks w PRL.

Redaktor: – Nie mogłem dłużej nosić w sobie tej tajemnicy.

– Wiele osób się podejrzewało. Zabrakło panu odwagi?

– Nie każdy, kto milczy o swoich dokonaniach w PRL, zwłaszcza w sprawach intymnych, ma coś do ukrycia. Weźmy prezesa… Co do mnie, to odkładałem tę godzinę prawdy, ale teraz, po wejściu na ekrany „Sztuki kochania” i udostępnieniu zbioru zastrzeżonego IPN, nic się nie ukryje. Media głównego nurtu oszalały na punkcie seksu. „Seksem w system”, „Orgazm to metafora wyboru” – to niektóre tytuły. IV RP to królestwo grzechu. Modlą się, a w głowie tylko jedno. Trwa odkrywanie orgazmu (to słowo pada we wszystkich przypadkach) i łechtaczki, która została przebadana dopiero w latach 90. – zapewnia reżyser filmu Maria Sadowska.

– Uprawiał pan beztrosko seks, podczas gdy inni mieli związane ręce i zakneblowane usta?

– Beztrosko? Panowie chyba żartują. W okresie stalinizmu, na znak protestu przeciwko systemowi, zaspokajałem swoje instynkty we własnym zakresie. O tym, że jestem hetero, przekonałem się dopiero po śmierci Stalina, w pociągu relacji Warszawa–Leningrad z przesiadką w Moskwie. Ale wbrew pańskim insynuacjom nie był to seks beztroski. Bałem się inwigilacji, bałem się kompromitacji w czasie inicjacji, drżałem ze strachu, że konduktor wejdzie do przedziału i zażąda dopłaty w zielonych. Bałem się, że pociąg stanie. To nie była sielanka. To było piekło.

– Jak wszystko w tamtych czasach. Seks był w PRL rozpowszechniony?

– Przy pomocy seksu władze usiłowały odwrócić uwagę od swoich zbrodni. To była jedyna dozwolona forma wolności. W ten sposób reżim zabiegał o poparcie. Świadczy o tym co najmniej 7 mln osób, które kupiły i przeczytały „Sztukę kochania”, bądź co bądź prohibit.

– Prohibit w nakładzie 7 milionów?

– To jedna z zagadek PRL. To dowód bezsilności komunistów. Gdy zbankrutował purytanizm (popierany zresztą przez Kościół), zmienili front i postawili na wyuzdanie.

– Co na to Kościół?

– A kto wykupił miliony egzemplarzy?

– Dlaczego nie był pan represjonowany?

– Ja? Za co?

– Za uprawianie.

– Bo uprawiałem w tajemnicy.

– Sam?

– Najpierw sam, a później zazwyczaj z osobą towarzyszącą.

– Czy seks w PRL był dozwolony?

– Dozwolony – tak, ale nie publicznie! Wystarczył jeden pocałunek ukradkiem na ulicy i już podjeżdżał radiowóz. Jak za generała Franco. Jeden pocałunek w kinie i seans przerywany. Bileterzy mieli oczy pełne roboty.

– ZOMO?

– Nie, obyczajówka.

– Czego chcieli?

– Pokątnie sprzedawali globulki Z.

– W aptekach nie było?

– Tylko w sklepach za żółtymi firankami. W aptekach była rycyna.

– Rycyna?

– Nikt tego nie kupował, bo system sam przyprawiał o mdłości.

– A pan, mimo wszystko, uprawiał seks.

– Tak, ale dla dobra sprawy. Była nas garstka, byliśmy represjonowani, wydalano nas z uczelni i z pracy, ale nie daliśmy się złamać. I dziś możemy z podniesioną głową mówić o tamtych czasach, które – nie łudźmy się – wracają. Pogrobowcy PRL, postkomuniści, na starość szaleją. Badania wykazały, że 69 proc. nabywców viagry było uwikłanych w PRL. Oni się panoszą, zwłaszcza w aptekach. Polska to kraj rozpasanych starców. Czytają „Wysokie Obcasy”. Kuśtykają w internecie. Liczą orgazmy. Dla nich zawsze liczyła się ilość, nie jakość… Jak mówi wicepremier – zaspokajają popyt odłożony.

– Jak w warunkach stałej inwigilacji można było uprawiać seks?

– Głównie pod osłoną nocy. Można powiedzieć – w podziemiu.

– Podziemiu seksualnym?

– Oczywiście: literatura, prohibity, Wisłocka, „Playboy”, „Make love – not war”, środki antykoncepcyjne przemycane z narażeniem życia z Zachodu, testy ciążowe. Walczyliśmy z systemem na wszelkie sposoby, broniliśmy naszych, coraz bardziej wyrafinowanych pozycji. Wśród nich także ostentacyjna, demonstracyjna powściągliwość, kilkudniowe posty, „strajk islandzki”, a nawet głodówki seksualne. To pokazywało naszą determinację i kompletnie dezorientowało władzę. Pokazaliśmy impotencję systemu. Nawet doradcy radzieccy byli bezradni.

– Reżyserka Maria Sadowska mówi, że film o Wisłockiej to walka z systemem.

– Ma rację, zwłaszcza że system jest coraz silniejszy. Donald Trump bezwstydnie łapie za ciasteczko. Kanclerz Merkel, premier Theresa May, Beata Szydło – nie zazdroszczę im tête-à-tête ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]