POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 31 (2152) z dnia 1998-08-01; s. 32-33

Kraj

Anna Matałowska

Urząd Europejski

Dyrektor nazwał pułkownika wielokrotnym kłamcą, pułkownik dyrektora szują. Wymiana zdań miała miejsce w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, gdzie kwiecisty styl polemik między wysokimi urzędnikami stał się normą i obyczajem. Tym razem zaczęło się od rutynowej kontroli tajnej kancelarii, którą zarządziła dyrektor generalna Elwira Kucharska, zwana dalej - jak to jest przyjęte w urzędzie - panią minister.

Pułkownik Henryk Rzeźnik zgodnie ze swoim obowiązkiem przeglądał dokumenty. Nie doliczył się 27 sztuk. Tropy prowadziły do dyrektora sekretariatu samego przewodniczącego KIE Dariusza Sobków. Pan dyrektor nie po to usytuowany był przy samym panu ministrze (Rysiu, pouczał wielokrotnie Ryszarda Czarneckiego przez telefon, przy otwartych drzwiach) - żeby się miał spowiadać byle komu. Oganiał się więc od nachalnego pułkownika, aż ten rzucił pytania na papier. "Kiedy i w jakich okolicznościach utracił pan kontrolę nad dokumentami tajnymi? Kto poinformował pana o braku dokumentów i co pan zrobił, aby je odszukać? Czy niewłaściwe traktowanie przez pana swoich podwładnych mogło mieć wpływ na utratę dokumentów tajnych? Czy próba wymuszenia przez pana kluczy bez pokwitowania ma związek z utratą dokumentów?"

Pytania padły w lutym

Dyrektor Dariusz Sobków nie reagował, pułkownik więc napisał do ministra Czarneckiego. Jest w tym pisaniu o karygodnym niedbalstwie dyrektora Dariusza Sobków i nazywaniu pułkownika lekceważąco "szefem" przez tegoż, jest o ubliżaniu kobiecie-pani minister. Dyrektor groził - skarżył się pułkownik ministrowi - że zwolni pułkownika ...