POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 47 (2884) z dnia 2012-11-21; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Świat. Komentarz

Roman Frister

Uścisk przez druty

W globalnej polityce nie ma żadnego znaczenia, kto i dlaczego rozpoczął zbrojne starcie Strefy Gazy z Izraelem. Również ostateczny wynik walk niewiele zmieni. Nawet jeśli 75 tys. zmobilizowanych przy tej okazji izraelskich żołnierzy przystąpi do naziemnej ofensywy, państwo żydowskie nie zaryzykuje ponownej okupacji Strefy, a Hamas nie przestanie istnieć.

Głównym graczem na tym boisku jest dzisiaj Egipt, pretendujący do roli muzułmańskiego mocarstwa. Mediacja Kairu nie zostałaby, prawdopodobnie, odrzucona ani przez Gazę, ani przez Jerozolimę. Ale prezydent Mohamed Morsi wybrał łatwiejszą drogę: odwołał swego ambasadora w Tel Awiwie. Trudno przypuszczać, by premier Beniamin Netanjahu spędził z tego powodu bezsenną noc. Gdyby Morsi zagroził rewizją traktatu pokojowego, Jerozolima nie mogłaby pozostać obojętna. Ale muzułmańskie poczucie solidarności nie było dostatecznie silne, aby podjąć ryzyko takiej konfrontacji. Podobnie jak większość arabskich polityków, Mohamed Morsi pozostał w sferze retoryki, która niczego nie wnosi. Pod koniec tygodnia oświadczył, że Bractwo Muzułmańskie w Kairze nie pozostawi swemu losowi Bractwa Muzułmańskiego w Gazie. W pogranicznym miasteczku Rafah pojawił się egipski premier Hiszam Kandil, uścisnął dł...