POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 52-54

Świat

Jędrzej Winiecki

Uzbrojeni w cierpliwość

Wiosenne nawroty kryzysu koreańskiego to cykliczny blef Kim Dzong Una. Sytuacja zmieniła się o tyle, że teraz w Ameryce rządzi Donald Trump.

Miała wybuchnąć wojna jądrowa, przez kilka tygodni serwisy informacyjne na wszystkich kontynentach straszyły napięciem na Półwyspie Koreańskim. Tymczasem rozeszło się po kościach, jakby na majówkę wyjechało także przywództwo polityczno-wojskowe obu Korei, Ameryki i Chin. Na szczęście jeszcze w pierwszych dniach maja nie padł żaden strzał, a strony zrezygnowały z eskalacji.

Robert Litwak, badający drogi rozprzestrzeniania się broni masowego rażenia i tzw. państwa zbójeckie (Korea Płn. jest zaliczana do ich czołówki), uznaje kryzys koreański za „kubański kryzys rakietowy w zwolnionym tempie”. Stawka i zagrożenia są podobnie najwyższe, więc nie ma miejsca na pochopne decyzje, zbyt łatwo uruchomić apokalipsę. Ale, jak mówił Litwak dziennikowi „New York Times”, zwolnione zazwyczaj tempo gwałtownie przyspieszyło, gdy rząd Donalda Trumpa dał wyraźnie do zrozumienia, że przestaje tolerować postępy programu zbrojeń Korei Płn.

Logikę postępowania Trumpa i jego rządu wykłada adm. Harry Harris, dowódca amerykańskich sił zbrojnych na Pacyfiku, Oceanie Indyjskim i w&...