POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 22 (2454) z dnia 2004-05-29; s. 18

Komentarze

Krzysztof Mroziewicz

Videshi, czyli obca

Sonia Gandhi zrezygnowała z urzędu premiera dla świętego spokoju

Emigranci indyjscy lub ich potomkowie rządzą w 19 krajach świata, mają 200 deputowanych do różnych parlamentów, zajmują 68 stanowisk ministerialnych, są prezydentami 4 krajów i premierami dwóch – na obszarze od Trynidadu-Tobago poprzez Singapur aż po Fidżi. Czy jednak Włoszka może być premierem Indii, jeśli jako obywatelka Indii i żona byłego premiera tego kraju wygra demokratyczne wybory? Nie może, bo histerii dostają działacze przegranej Indyjskiej Partii Ludowej, nacjonaliści-hinduiści, którzy sterroryzowali ją do tego stopnia, że wycofała się, powodując największe zamieszanie polityczne, jakie nastąpiło w niepodległych Indiach.

Elektorat ośmieszył nacjonalistów-hinduistów, bo reklamowali się jako twórcy Promiennych Indii. Dla biedaków ze wsi, gdzie nie ma dróg ani szkół, ani elektryczności, ani pitnej wody – i to od 50 lat – Indie nie są krajem promiennym, a ponurym i dali temu wyraz w wyborach. Sonia Gandhi otrzymała propozycję utworzenia rządu liberalno-socjaldemokratycznego zgodnie z procedurami demokratycznymi. Tymczasem rządząca do niedawna w Delhi szefowa rządu stanowego Sushma Swaraj zapowiedziała, że na znak protestu ogoli głowę jak wdowa, ubierze żałobne biał...