POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 42 (2929) z dnia 2013-10-16; s. 63-65

Portrety miast polskich. Warszawa

Piotr Pytlakowski

W centrum polityki

Stolica Polski zawsze była poligonem rozgrywek partyjnych. Paradoks polegał na tym, że nierozsądne, najczęściej, koalicje popierały rozsądnych, najczęściej, prezydentów.

Kiedy 27 stycznia 1990 r. gabinet prezydenta Warszawy objął Stanisław Wyganowski (rządził w latach 1990–94), wszyscy mieli poczucie symboliki tej chwili. Jego poprzednik Jerzy Bolesławski, działacz PZPR średniego szczebla, formalnie miał pełnić władzę w stolicy jeszcze przez trzy dni, ale zwolnił biurko, bo tego wymagała logika wydarzeń. Stare czasy ustępowały miejsca nowym.

Nowy prezydent Warszawy miał 71 lat, siwe włosy, charakterystyczne wąsy i nienaganne maniery. Po kilku dekadach rządów w stolicy partyjnych aparatczyków, ten dystyngowany i niemłody już pan rozpoczął sztafetę demokratycznie wybranych prezydentów miasta, chociaż sam został desygnowany nie przez mieszkańców Warszawy, ale ówczesnego premiera Tadeusza Mazowieckiego. Dopiero po pół roku tę nominację usankcjonowały wybory samorządowe. Obowiązująca ordynacja nie przewidywała wówczas bezpośredniej elekcji prezydentów miast. Stanisława Wyganowskiego wskazało Zgromadzenie Wyborcze Warszawy – konwent stołecznych radnych.

Tak zaczęto zapisywać karty najnowszej historii stolicy, pełnej sporów, konfliktów i walki nie tylko o interesy lokalne, ale też polityczne, bo wiadomo: kto rządzi państwem, ten chce mieć ...