POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 32 (2919) z dnia 2013-08-07; s. 76-77

Kultura

Ryszard Marek Groński

W cieniu gadających pomników

Czy Wałęsa będzie zadowolony, oglądając na ekranie siebie w interpretacji Więckiewicza? Podobno odtwórca jest lepszy od oryginału.

To jest przeżycie: zobaczyć siebie granego przez kogoś, kto stara się naśladować mimikę, brzmienie głosu, gesty, sposób poruszania się pierwowzoru. Wrażenie jest jeszcze większe, gdy tworząc postać, imitator wkracza w sferę myślenia i światopoglądu, wypowiadając słowa, które mogły paść – od wielkiego dzwonu bądź sygnaturki codzienności. Sytuacja żyjącego lustra zarezerwowana jest dla tych, co współtworząc historię, zapisują ją na grzbietach swoich współczesnych. Czy VIP, widząc siebie skopiowanego przez aktora, bywa zadowolony? Pewnie tak, chociaż wie, że jest przystojniejszy, spojrzenie ma żywsze, namysł na czole okazalszy. Z drugiej jednak strony nawet niezbyt podobny imitator sygnalizuje, jak daleko zaszedł pierwowzór, jakie ma wzięcie w mediach, ile znaczy już dziś, a co dopiero w przyszłości.

Zawsze tak było. Politycy zgadzali się na to, by ich pokazywać, chociażby w wariancie satyrycznego wygłupu. Teatrzyk Qui Pro Quo wystawił w 1919 r. rewię „Misja jedzie” z tekstami Tuwima, Boczkowskiego i Własta. W rewii tej, nawiązującej do wizyty amerykańskiego finansisty ...