POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 38 (2875) z dnia 2012-09-19; s. 66-67

Historia

Roman Frister

W Libanie krew była tania

Jedyny żyjący świadek masakry w obozach Sabra i Szatila, która przed 30 laty wstrząsnęła światową opinią publiczną, niczego o tym wydarzeniu już nie powie: ówczesny izraelski minister obrony Ariel Szaron pogrążony jest w śpiączce.

Londyńska radiostacja BBC jako pierwsza 18 września 1982 r. powiadomiła świat o rzezi siedmiuset osób w obozach palestyńskich uchodźców Sabra, Szatila i Burdż Albradżna na zachodnich obrzeżach Bejrutu, stolicy Libanu. Zbrodni dokonały uzbrojone milicje maronickiej Falangi, które bez przeszkód dwie doby działały na obszarze kontrolowanym przez armię izraelską. Brytyjski korespondent drżącym głosem opowiadał o niemowlętach zgniecionych podkutymi butami napastników i o rozpaczających, zgwałconych kobietach. Ziemia obozów, twierdził, nasiąkła krwią zastrzelonych Palestyńczyków.

Audycja poszła w eter w święto żydowskiego Nowego Roku, o piątej po południu. Premier Izraela Menachem Begin wrócił o tej porze do domu z nabożeństwa w pobliskiej synagodze. Jego żona Aliza leżała ciężko chora (wkrótce zmarła). Z radia Begin dowiedział się nie tylko o okrucieństwach falangistów, ale także o tym, że wojska izraelskie, bez jego wiedzy, wkroczyły do stolicy Libanu. Fakty te sprawiły, że urodzony w Brześciu Litewskim i wykształcony w Warszawie pierwszy prawicowy szef izraelskiego gabinetu popadł w depresję, któ...