POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 40 (2827) z dnia 2011-09-28; s. 84-85

Coś z życia

Krystyna Lubelska

W nowym kinie

Rozmowa ze Stanisławem Janickim, autorem programu „W starym kinie”, reżyserem i dokumentalistą, o technice kreowania gwiazd i rewolucjach w kinematografii

Krystyna Lubelska: – Podoba się panu słowo celebryta?
Stanisław Janicki: – Nie używam go, a jeśli stosuję, to w sposób prześmiewczy. Jednak może i dobrze, że taki termin istnieje, bo dzięki temu nie nadużywa się w mediach określenia gwiazda, na które zasługuje tylko niewielu twórców i artystów.

Gwiazda to ktoś bardziej znany i od celebryty lepszy?
Tak, bo celebryctwo zakłada łatwą karierę, przypadkową, bez specjalnych umiejętności. Nie interesują mnie osoby, które wystrzeliwują nagle w górę, a po roku, dwóch już nikt o nich nie pamięta. Zajmują mnie aktorzy i twórcy z prawdziwego zdarzenia. Nie oznacza to oczywiście, że w ogóle gardzę sztuką popularną, uczestniczę w niej jak każdy – od czasu do czasu. Jednak nie mam ochoty stale brać udziału w imprezach rodem z wesołego miasteczka, bo żadnych przeżyć artystycznych to nie dostarcza.

Czy mamy w Polsce gwiazdy?
Ani w ...