POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 40 (2827) z dnia 2011-09-28; s. 24-26

Polityka

Ewa WinnickaMarta Mazuś  [współpr.]Agnieszka Czapla  [współpr.]

W Polskę, panowie

W tej chwili po kraju krąży ponad 7 tys. kandydatów do parlamentu. Na mityngach, w sklepach, na bazarach, podczas wizyt domowych widzą swojego – na ogół sceptycznego – wyborcę. Jak sobie z nim poradzić?

Racjonalnie rzecz biorąc, spotkanie przedwyborcze jest dość ryzykownym, a czasem bezsensownym przedsięwzięciem. Hałas i chaos. Pytania albo pełne agresji, albo – niezrozumiałych dygresji. Politycy w większości uparcie wystawiają się na tę próbę, choć są i tacy, których konfrontacje z publicznością przyprowadziły do stanów depresyjnych. Ich opowieści układają się w instruktaż, jak wejść między ludzi, żeby wyjść z tego obronną ręką.

Zasada 1: Rozbierz się

Naczelna zasada marketingu politycznego brzmi: nie ma lepszego sposobu, by uwieść wyborcę, niż wizyta znanego polityka, który nadstawi ucha, uściśnie rękę i spojrzy w oczy. Jeśli jesteś znany z telewizji, w terenie będą cię raczej podziwiać i chętnie obejrzą na żywo. Dlatego – jak uważa sztab PO oraz marketingowi eksperci – przejazd Tuskobusa nie zaszkodzi premierowi. Mimo ataków wściekłych kiboli, zawiedzionych plantatorów papryki, płaczących emerytów, kpin oponentów i złośliwych mediów. Ktoś, kto potrafi wysłuchać i nie boi się otwartej krytyki, zawsze ...