POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 13 (2343) z dnia 2002-03-30; s. 17-18

Kraj

Joanna Solska

Walka klas

Bezrobotnych więcej niż związkowców

Rząd, mimo ostrego sprzeciwu związków zawodowych, skierował do Sejmu projekt zmian w kodeksie pracy. Władza tłumaczy swoją determinację pewnością, że nowe przepisy zachęcą przedsiębiorców do przyjmowania nowych pracowników, a także legalizacji zatrudnienia tych, którzy pracują na czarno. Związkowcy, a jest ich już obecnie mniej niż bezrobotnych, upierają się, że liberalizacja przepisów ułatwi tylko dalsze zwolnienia.

Atmosfera robi się coraz gorętsza. OPZZ zapowiedziało masowe demonstracje antyrządowe, protesty zamierza też organizować Solidarność. 51 proc. aktywnych zawodowo Polaków, którzy – według najświeższych sondaży CBOS – boją się utraty pracy, mogłoby pomyśleć, że w walce o interesy ludu pracującego Maciej Manicki gotów jest nawet podać rękę Marianowi Krzaklewskiemu. Tymczasem chodzi o coś jeszcze – rząd, niechcący, bardzo ułatwił obu przywódcom ich kampanię wyborczą. Za kilka tygodni oba związki mają przecież swoje kongresy.

Na projekt i jego autorów posypią się więc najcięższe oskarżenia. To już chyba ostatni moment, żeby rzeczowo przyjrzeć się proponowanym zmianom.

Łatwiej zwolnią, łatwiej przyjmą

Do tej pory pracodawca mógł zawrzeć z pracownikiem tylko dwie umowy na czas określony; trzecia automatycznie stawała się umową stałą. Chodziło o zapewnienie ludziom poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, gdyż stałego pracownika trudniej zwolnić i więcej to kosztuje. Efekt był często odwrotny: wiele firm zwalniało pracowników tuż przed podpisaniem trzeciej (stałej) umowy. Teraz rząd proponuje, aby pracodawcy mogli zatrudniać ...

Włosi nie chcą zmian

Próby uelastycznienia prawa pracy przybrały najdramatyczniejszy obrót we Włoszech. Kiedy na początku marca rząd zapowiedział, że uchyli art. 18 tamtejszego kodeksu pracy (w ogóle zabraniający zwolnienia pracownika „bez uzasadnionej przyczyny”), związki zawodowe zorganizowały najpierw falę kilkugodzinnych strajków branżowych, potem wielotysięczną demonstrację protestacyjną w Rzymie. Nim do niej doszło, lewaccy terroryści zamordowali profesora ekonomii Marco Biaggiego, doradcę ministra pracy. Biaggi, gorący zwolennik zmian kodeksu, doradzał także wcześniej centrolewicowemu rządowi Romano Prodiego.