POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 46 (2219) z dnia 1999-11-13; s. 48-50

Kultura

Przemysław Czapliński

Wara od Stasiuka!

Andrzej Stasiuk nie ma brzegów. Pisze i wydaje książki niczym wezbrana rzeka (dziewięć dzieł w ciągu siedmiu lat), snuje historie, które sprawiają wrażenie, że nic ich nie zdoła zatrzymać, a przy tym ustawicznie zmienia poetyki, jakby każda z nich zużywała się po jednej opowieści. Jedyną rzeczą stałą jest w nim zmienność i żywiołowy napór.

Najnowsza książka Andrzeja Stasiuka "Dziewięć" jest napisana w rozpędzie, niedorobiona i niedokładnie pozszywana, powiększająca debet pisarza w banku czytelników; wydaje się dzieckiem miłości do literatury i odrazy do człowieka. Jej narracja, poruszająca się niczym wahadło między nostalgią i apokalipsą (pierwotny tytuł całości brzmiał "Według Pawła"), ma jednak w sobie coś intrygującego. Postrzegam bowiem tę powieść jako desant na dwojakie centrum. Pierwsze to centrum wyznaczane przez realistyczną tradycję ukazywania wielkich procesów społecznych i obrazowania ich poprzez typowego bohatera. Centrum drugie, dosłowne, to ujęte w historycznym skrócie śródmieście Warszawy.

Rzecz zaczyna się zagadkowo: razem z Pawłem, głównym bohaterem, oglądamy jego zdemolowane mieszkanie. Sceneria przypomina nieco "krajobraz po balandze" (albo pamiętne "Co za syf" otwierające powieść Stasiuka z 1995 r. "Biały kruk"), i w takim przekonaniu utrzymują nas - zajmujące prawie 30 stron! - egzystencjalne refleksje Pawła. Wkrótce jednak konwencja "bilansu życia" ustępuje powieści sensacyjnej, okazuje się bowiem, że w czasach, gdy "dział...