POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 25 (3014) z dnia 2015-06-17; s. 26-28

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Ważna figura

Głodzącego się mężczyznę łatwiej przeoczyć niż dziewczynę z anoreksją czy bulimią. A takich, z kobiecymi wydawało się kiedyś chorobami, przybywa.

Jako dziecko Konrad nie był tragicznie otyły. Ale nie był też całkiem szczupły, typ miśka. W podwórkowych kłótniach padało czasem: „Grubasie!”. I Konrada to bolało. „Grubas” – czyli inny, słaby, obrzydliwy. Więc żeby tego nie słyszeć, najpierw jeździł na rowerze. Po kilka godzin. Potem biegał. Potem kolega zaraził go kulturystyką – ćwiczył na siłowni, oglądał filmy. I te ciała w kształcie doskonałego „V”, pracujące jak maszyny mięśnie bez grama tłuszczu weszły Konradowi w głowę. Pierwszy raz wymiotował niecałe trzy lata temu. Miał 19 lat. Nawet niespecjalnie musiał sobie pomagać. Miał w sobie tyle lodów, chipsów, kanapek i ciastek, że gdy się schylił, właściwie samo chlusnęło. Poczuł ulgę. Był w stanie ruszać się bez bólu.

Co dziesiąta osoba z zaburzeniami odżywiania (w skrócie ED, z ang. eating disorders) to mężczyzna. W Polsce, szacuje się, jest ich kilka tysięcy. Prawdopodobnie częściej dotyka ich bulimia (czyli napady chorobliwego objadania się, a potem wymioty) niż anoreksja (jadłowstręt, patologiczne ograniczanie jedzenia), ale zdarzają ...