POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 2 (2687) z dnia 2009-01-10; s. 58

Kultura / Polska Literatura Współczesna

Mirosław Pęczak

Wędrowiec we mgle

„Siekierezada albo zima leśnych ludzi” to nie tylko powieść, do której się wraca, ale też dzieło skupiające w sobie najlepsze cechy całego dorobku literackiego Edwarda Stachury.

Krytycy mieli ze Stachurą pewien kłopot. Swoje pierwsze wiersze opublikował w dwutygodniku „Uwaga” w 1957 r., ale nigdy właściwie nie był identyfikowany z pokoleniem debiutującym w okolicach przełomu październikowego. Poezja Stachury wydawała się zbyt gawędziarska i zbyt piosenkowa, co zresztą zgadzało się z artystyczną praktyką jej twórcy, bo swoje wiersze wyśpiewywał przy akompaniamencie gitary. Pisał także piosenki. Pierwszy tom opowiadań „Jeden dzień” (1962) już zwiastował talent prozatorski późniejszego autora „Całej jaskrawości”, ale recenzenci przyjęli książkę z umiarkowanym entuzjazmem, widząc w niej dość typowy przykład tak zwanego małego realizmu, a w postawie narratora „naiwny franciszkanizm”. Nieco lepiej i wnikliwiej oceniano późniejsze opowiadania z książki „Falując na wietrze”, choć właściwie nikt, może poza Henrykiem Berezą, nie zwrócił uwagi, że te małe formy prozatorskie były dla Stachury polem artystycznych, a zwłaszcza językowych poszukiwań. Stało się to jasne po wydaniu w 1969 r. „Całej jaskrawości”, a potem w 1971 r. „Siekierezady”.

...