POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 1 (1) z dnia 2005-04-26; Tajemnice Końca Wojny; s. 35

Militaria

Widmo cudownej broni

Czy Hitler rzeczywiście był o krok od zdobycia cudownej broni, która pozwoliłaby mu jeszcze zimą 1944/45 r. odwrócić losy wojny? W końcu miał już rakiety V1 i V2, miał odrzutowy myśliwiec Me 262. Są też poszlaki świadczące, że w próbach z bronią atomową Niemcy byli bardziej zaawansowani, niż się dotychczas przywykło uważać.

Berliński historyk Rainer Karlsch, który przebadał radzieckie i amerykańskie archiwa, w wydanej w marcu książce „Bomba Hitlera” (Hitlers Bombe, DVA 2005) twierdzi wręcz, że w 1944 r. w Turyngii i na Rugii próby z niemiecką bronią atomową pochłonęły setki ofiar, więźniów kazetów i robotników przymusowych.

Amerykański historyk broni nuklearnej Mark Walker chwali dowody Karlscha jako bardzo przekonujące; autor znalazł w archiwach m.in. projekt patentu z 1941 r. na bombę tej klasy, co zrzucona w sierpniu 1945 r. przez Amerykanów na Nagasaki, ponadto pod Berlinem trafił na ślady „pierwszego sprawnego niemieckiego reaktora atomowego”. Natomiast niemiecki historyk Armin Herrmann, który także badał doświadczenia nuklearne nazistów, uważa tezy Karlscha za całkowitą bzdurę. Niemcom nie udało się zbudować reaktora, który umożliwiłby osiągnięcie krytycznej reakcji łańcuchowej. Jednoznacznie wynika to z podsłuchanych po wojnie przez wywiad amerykański rozmów niemieckich fizyków atomowych. Nie było też żadnych prób z bronią atomową ani na ...