POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 13 (3052) z dnia 2016-03-23; s. 100-103

Kultura

Mariusz Herma

Widzowie do przewidzenia

Jeśli ktoś połknął nowy sezon „House of Cards” w weekend, nie powinien robić sobie wyrzutów. O to, żeby się nie oderwał od ekranu, zadbał algorytm. Jeden z tych, które rządzą dziś kulturą masową.

Gdy w pierwszy weekend marca miliony widzów zasiadły do czwartej odsłony serialu „House of Cards”, swój własny seans rozpoczął producent programu. Zaczął od zanotowania nazwiska widza, jego pochodzenia oraz daty seansu. Ale takimi informacjami firma dysponowała już dekadę temu, gdy jej działalność ograniczała się do wysyłkowej wypożyczalni płyt DVD. Obecnie gdy któryś z 75 milionów użytkowników loguje się do serwisu internetowego Netflixa – od stycznia dostępnego także w Polsce – ten dowiaduje się także, z jakiego rodzaju urządzenia korzysta dany użytkownik. Telewizor, laptop, tablet, a może smartfon? Jakiej marki? Jaki model?

To dopiero początek seansu. Po wciśnięciu „play” system zacznie notować, w jaki sposób widz skonsumuje kolejną odsłonę polityczno-małżeńskich perypetii Franka i Claire Underwoodów. Czy obejrzy pierwszy odcinek w całości, od początku do końca, a może od razu kilka naraz? Czy w którymś momencie przewinie film do przodu lub cofnie go o kilka minut, aby ponownie obejrzeć wybraną scenę? A jeśli tak, to czy chodziło o wyjątkowo dynamiczny dialog (...