POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 46 (2629) z dnia 2007-11-17; s. 22-23

Kraj / To trzeba zrobić!

Janusz Lewandowski

Więcej czadu, więcej ładu

Gospodarka wraca na pierwszy plan. Po dwóch latach koniunktury, przejadanej przez ekipę nieufną wobec przedsiębiorczości, poczucie ulgi jest zrozumiałe.

Istnieje nieusuwalna luka między tym, co ekonomicznie konieczne, i tym, co politycznie możliwe. Zwycięzcy wyborów pragną przełamać dotychczasowy cykl polityczno-ekonomiczny, który na każdym wyborczym zakręcie wynosił do władzy opozycję. Łaskawiej obchodził się z rządowym zaniechaniem aniżeli z reformatorami. Dlatego strategia ekonomiczna, jaka rodzi się w rozmowach PO z PSL, uwzględni polityczny kalendarz, a zwłaszcza wybory prezydenckie w 2010 r. Nie usprawiedliwia to jednak niejasnych sygnałów, nadawanych przez kandydatów na resorty gospodarcze. Środowiska gospodarcze nie oczekują żadnego cudu. Zasługują natomiast na minimum przewidywalności i partnerskich konsultacji, zanim zacznie się je uszczęśliwiać zza ministerialnego biurka.

Priorytetowy kierunek natarcia nowego rządu wyłonił się z sondażu (dziennik „Polska”), w którym zapytano o społeczne oczekiwania. Są one zaskakująco dojrzałe, cywilizacyjne w swym charakterze, a nie roszczeniowe. Na pierwszym miejscu autostrady, czytaj nowoczesny i bezpieczny system transportowy. Należy zatem uznać infrastrukturę za główny obszar misji modernizacji kraju i poprawy jakości życia.

Infrastruktura to nie tylko bezkolizyjne drogi, lecz także szybka kolej, której Polacy nie doceniają, mając do czynienia z Intercity i Włoszczową, oraz rosnący skokowo ruch lotniczy. To także infrastruktura łączności godna XXI w. Słowem, autostrady i infostrady. Tu jest szansa namacalnego przełomu, bowiem spotykają się szczęśliwie przesłanki polityczne i finansowe. Rosnąca świadomość zagrożenia życia i zdrowia na polskich drogach splata się z solidnym zasileniem w środki unijne – 27,9 mld euro na program „Infrastruktura i środowisko” w latach 2007–13 plus 8,1 mld euro wkładu własnego. Dokłada się do tego zewnętrzny przymus w postaci organizacji Euro 2012, co sprawia, że tolerowane w Polsce zaniechanie w tym przypadku oznaczałoby międzynarodową kompromitację!

Przyczyny dotychczasowej niemocy są dobrze rozpoznane – zmienność planów rządowych i chorobliwy brak decyzyjności! Nie ma już czasu na zabawy planistyczne na mapie drogowej. Margines elastyczności jest tylko tam, gdzie nie dokonano żadnych nakładów. Nie ma czasu na spory modelowe – postęp zapewni równoległe stosowanie systemu koncesyjnego oraz finansowania budżetowego (tam gdzie projekty prywatno-publiczne zanadto eksponują ryzyko Skarbu Państwa).

Receptą na sukces jest gotowość ponoszenia ryzyka podpisu, który uruchamia inwestycję. W poczuciu, że czas to pieniądz. Byłoby to zaprzeczenie bezpłodnych działań ministra Polaczka, który rozpoczął od szukania haków na poprzedników, a zakończył na sporach z koncesjonariuszami autostrady A1 i A2, przez co będzie później i drożej! Przełamanie impasu w infrastrukturze wymaga ożywienia martwej w Polsce litery partnerstwa publiczno-prywatnego. Wymaga też czujności wobec zagrożeń korupcyjnych, z uwagi na olbrzymią skalę publicznych przetargów. W naszej przeregulowanej rzeczywistości trzeba dotknąć około 30 ustaw, pocieszając się, że regulacje budowlane, prawo o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ochronie środowiska i tym podobne ustawowe przeszkody warto odblokować dla potrzeb wszelkich inwestycji, w tym także budownictwa mieszkaniowego.

Na antypodach planu wielkiego rozwoju infrastruktury, który może liczyć na publiczne uznanie, sytuuje się – politycznie kłopotliwa – strategia makroekonomiczna, tworząca warunki długofalowego i zrównoważonego wzrostu. Jest ona konieczna, jeśli chcemy uniknąć twardego lądowania w najmniej stosownym okresie 2010–11 (wybory prezydenckie i parlamentarne).

Trzonem tej strategii jest racjonalna polityka fiskalna, która musi wyzbyć się iluzji tzw. kotwicy budżetowej. Limit deficytu budżetowego rzędu 30 mld zł, przeniesiony z czasu stagnacji na czas koniunktury i wysokich wpływów podatkowych, stwarza alibi dla nieodpowiedzialnej ekspansji budżetowej. Polska i Węgry, jako kraje szybkiego przyrostu długu publicznego i potrzeb pożyczkowych państwa (wzrosły w okresie rządów PiS o 48 mld zł), stały się antywzorem wśród krajów UE, które czas koniunktury próbowały wykorzystać dla dyscyplinowania budżetu i ograniczenia zadłużenia. W tym kontekście dwuznaczna staje się nawet obniżka stawki rentowej, redukująca wprawdzie tzw. klin podatkowy, ale pobudzająca płacowy składnik popytu krajowego. W dłuższej perspektywie jest to prosta droga do nierównowagi.

Recepta jest znana i sformułowana na użytek PO przez Stanisława Gomułkę i Stefana Kawalca. Klucz do sanacji finansów kryje się po stronie wydatków. Na tym polega polityczna niewygoda partii, która obiecywała fajerwerki podatkowe. Zawodną kotwicę budżetową należy zastąpić limitem wzrostu wydatków (np. 1 proc. powyżej celu inflacyjnego na rok następny). Wiadomo też, że skuteczna naprawa finansów – w Hiszpanii i Irlandii – oparta była na paktach społecznych, powściągających społeczne roszczenia. Trudniej o nie w Polsce, gdzie dwuletnie rządy prawicowych populistów i obietnice wyborcze mocno pobudziły apetyty całej sfery budżetowej. Rysujący się podział pracy wskazuje na Waldemara Pawlaka jako wicepremiera negocjującego nowe umowy społeczne, zastępujące wyborcze porozumienia Solidarności z PiS, któ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Janusz Lewandowski (ur. 1951 r.) – absolwent Wydz. Transportu i Gospodarki Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego, dr nauk ekonomicznych; wykładowca na macierzystej uczelni i na Uniwersytecie Harvarda. Współtwórca Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Minister przekształceń własnościowych w rządzie J.K. Bieleckiego i H. Suchockiej; od 1991 do 2004 r. poseł na Sejm. Od VII 2004 r. w Parlamencie Europejskim, gdzie w 2007 r. przewodniczył Komisji Budżetowej.