POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 50 (3140) z dnia 2017-12-13; s. 96-97

Kultura

Jan M. Długosz

Wieczni spiskowcy

Templariuszy skrzywdziła historia – dokładniej żądny władzy francuski król i jego papieski wspólnik. A teraz jeszcze ich reputację szarga popkultura.

Po znakomitych „Wikingach”, wyprodukowanych dla kanału History, widzowie HBO będą mieli okazję obejrzeć kolejny historyczny serial, tym razem opowiadający o templariuszach. Akcja „Knightfall” (w polskiej wersji: „Templariusze”) – jak sugeruje sam tytuł – toczy się w ostatnich latach istnienia zakonu, a główną osią fabuły jest poszukiwanie Graala, utraconego podczas oblężenia Akki. Grany przez Toma Cullena wielki mistrz – nieco zbyt przystojny i zbyt żwawo machający mieczem w stosunku do pierwowzoru, bo de Molay miał w chwili aresztowania niemal 70 lat – prowadzi własne śledztwo w sprawie zaginionej relikwii, znajdując też czas na udzielane królowi Francji lekcje szermierki i bardzo niebezpieczny romans. Telewizyjni templariusze chyba nawet do snu nie zdejmują kolczug i nie wypuszczają mieczy z dłoni, może po to, by stanąć do bitwy w obronie prześladowanych w Paryżu Żydów.

Nie jest to więc w ścisłym sensie serial historyczny, lecz fikcja odwołująca się do średniowiecznej legendy. Co ciekawe, sam Graal, tak mocno dziś obecny w kulturze, jest konceptem czysto literackim, wymyślonym przez żyjącego w ...