POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 23 (2301) z dnia 2001-06-09; s. 68-70

Gospodarka

Mariola Balicka

Wielka improwizacja

Ulubionym sposobem walki z deficytem budżetowym jest upychanie go po kątach

Gdyby ogłosić konkurs na instytucję źle prognozującą wskaźniki i najbardziej zaskakiwaną rozwojem sytuacji w gospodarce, to faworytem byłoby Ministerstwo Finansów. Oceny i przewidywania formułowane przez analityków bankowych i ekonomistów w instytutach badawczych okazują się bardziej wiarygodne niż te w wydaniu ministerialnych ekspertów. Problem w tym, że wyjątkowa skala ich tegorocznych wpadek odbije się na gospodarce i na kondycji materialnej przeciętnego Polaka.

Sytuacja budżetu państwa jest zła. W końcu kwietnia jego deficyt osiągnął 90 proc. poziomu założonego w ustawie budżetowej na cały rok. Oznacza to, że zaplanowana na 2001 r. nadwyżka wydatków państwa nad jego dochodami w wysokości 20,5 mld zł wyniosła po czterech miesiącach już 18,4 mld zł. Wynikiem tym najbardziej zaskoczony był minister finansów, który dokładnie dwa dni przed ogłoszeniem tych danych przez własny resort zapewniał, że kwietniowy deficyt nie przekroczy 83 proc. całorocznego. Tymczasem m.in. analitycy z BRE Banku upierali się, że będzie to 90 proc. I mieli rację. Zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty BRE, kwietniowa dziura w budżecie byłaby jeszcze większa i sięgnęłaby prawie 96 proc. całorocznej, gdyby Ministerstwu Finansów nie spadła w marcu z nieba nieuwzględniona w ustawie budżetowej pierwsza transza wpływów z koncesji na UMTS (903 mln zł).

Statystyki wskazują, że przyczyną błyskawicznie pogłębiającej się dziury jest wątłość strumienia dochodów. Do końca kwietnia wyniosły ...