POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 5 (2994) z dnia 2015-01-28; s. 88

Stomma

Ludwik Stomma

Wielki marsz

Za dawnych lat w Moskwie podczas pochodów pierwszomajowych, w rocznice rewolucji czy innych wielkich wydarzeń na murach mauzoleum zbierał się areopag starców i pozdrawiał lud zwiędłymi rączkami. Widowisko to wydawało się może komiczne niewtajemniczonym obserwatorom, dla kompetentnych sowietologów stanowiło jednak bezcenne źródło wiedzy. Kto stoi bliżej pierwszego sekretarza, kogo odsunięto o parę miejsc albo – o zgrozo – przestawiono do drugiego szeregu i kto wszedł na jego miejsce. Można było z tego wyczytać, nad kim zawisła niełaska, kto zaś, przeciwnie, jest in odore sanctitatis. Bezcenne informacje dla polityków i dyplomatów. Z tym że sprawa była tu względnie prosta. Wszystkie te roszady odbywały się w gronie kilkunastu członków biura politycznego, paru marszałków i ostatecznie kilku weteranów walk o szczęście ludzkości, jak nieśmiertelny na trybunie wąsaty kawalerzysta Siemion Budionny.

W styczniu 2015 r. stanęła Francja przed problemem nieskończenie bardziej skomplikowanym. Na wielką manifestację przeciw terroryzmowi zapowiedziało się otóż 810 vipó...