POLITYKA

Czwartek, 25 kwietnia 2019

Polityka - nr 13 (2186) z dnia 1999-03-27; s. 77-78

Społeczeństwo

Artur Górski

Wielkie granie

Był czas, kiedy w radiu pracowali prezenterzy, modne piosenki nazywały się przebojami, zaś amatorzy radia byli słuchaczami. Dziś - za sprawą komercyjnych rozgłośni radiowych, które funkcjonują na naszym rynku od dziesięciu lat - za konsoletami siedzą didżeje, grający pałerpleje i dżingle dla targetu.

Mija właśnie dziesięć lat od debiutu w Polsce niezależnej radiofonii, jednej z najprężniej rozwijających się dziedzin naszego życia publicznego. W 1989 r. w ramach publicznej Jedynki ówczesna opozycja rozpoczęła nadawanie swojego niezależnego bloku Radio Solidarni. Z kolei twórca podziemnego Radia Solidarność Zbigniew Romaszewski zawiesił jego działalność, rozpoczynając prace nad radiem legalnym, późniejszą Eską. Również wielu biznesmenów zaczęło postrzegać radio jako znakomity interes. Po kilku latach liczba prywatnych rozgłośni znacznie przekroczyła setkę i wiele z nich odniosło rzeczywisty sukces. Dziś takie stacje jak łódzka Parada, wrocławska Eska, katowicki Top, słupski Vigor, mielecki Hit, kielecka Fama, nie mówiąc o tych największych - jak RMF, Zet - są stałym elementem medialnej sceny kraju.

Twórcy nowych rozgłośni wychodzili z założenia, że muszą być one diametralnie inne od dotychczas funkcjonujących: szybsze, bardziej dynamiczne, nawet kosztem profesjonalnych niedociągnięć. Słuchacze, szczególnie młoda generacja, mieli już dość radia, które kojarzyło się z celebrowanymi informacjami o stanie wód na Bugu we Włodawie oraz hejnałem z wieży Mariackiej ...