POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 44 (2217) z dnia 1999-10-30; s. 28

Kraj

Wojciech Markiewicz

Wielkie poruszenie

Po opublikowaniu tekstu o polskiej biedzie ("100 najbiedniejszych Polaków", POLITYKA 41) nasz dział raportów stał się na kilkanaście dni czymś w rodzaju ośrodka pomocy społecznej. Dzwonili do nas i pisali ludzie z całej Polski - a także z Niemiec i Stanów Zjednoczonych - oferując wsparcie tym, którzy spośród opisanych w raporcie najbardziej - zdaniem naszych Czytelników - zasługują na pomoc.

Gdyby obraz polskiej biedy miał być pełny, musiałby obejmować ponad 2 mln osób. Bo tyle, według GUS, nie dojada, nie jest w stanie zadbać o swoje zdrowie, godne mieszkanie i wykształcenie. Nie sposób też rozsądzić czy biedniejszy, a więc zajmujący wyższą pozycję na naszej liście, jest bezdomny lub mieszkaniec węzła ciepłowniczego, czy też np. matka ośmiorga dzieci, której mąż zarabia, ale wszystko przepija. Szybko bowiem przy opisywaniu biedy bezużyteczne okazało się kryterium miesięcznego dochodu na osobę. Dlatego często nie potrafiliśmy odpowiedzieć dzwoniącym i piszącym na pytanie: komu z listy wysłać pieniądze czy paczkę?

Nasi czytelnicy najczęściej pragnęli pomóc rodzinom wielodzietnym, w tym Jolancie i Zenonowi z jedenaściorgiem dzieci, byłym pracownikom PGR Żelazki w powiecie olecko-gołdapskim (pozycja 4-17 na naszej liście). Rodzina ta zgodziła się na podanie ich adresu oferującym wsparcie. Pośredniczące w tym pracownice Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gołdapi (dziękujemy za pomoc) podały ...