POLITYKA

Wtorek, 20 sierpnia 2019

Polityka - nr 46 (2680) z dnia 2008-11-15; s. 44-49

Raport

Joanna Podgórska

WIERZ, boś nie zwierz

Ostateczny argument używany zazwyczaj w obronie szkolnej katechezy brzmi: przecież religia nikomu nie szkodzi. To nieprawda. Szkole szkodzi. I treść, i forma, w jakiej bywa obecna.

Trudno dziś mówić o świeckim charakterze polskiej szkoły. Rok szkolny w wielu placówkach rozpoczyna się i kończy mszą świętą. W klasach wiszą krzyże. Szkolne uroczystości mają religijną oprawę. Jest to zresztą zgodne z wydanymi przez archidiecezję warszawską wskazówkami dotyczącymi misji i zadań katechety, według których „powinien on programowo włączać się w obchody świąt patriotycznych, szkolnych i kościelnych”.

– Tylko proszę, nie pod nazwiskiem. I najlepiej, żeby nie pisać, z której szkoły – ten wymóg stawiają niemal wszyscy rozmówcy. Lęk, który za czasów ministra Giertycha osiągnął apogeum, wcale nie zniknął z pokojów nauczycielskich i to pierwszy sygnał, że coś jest nie tak. – Kiedyś katechetka spytała moich uczniów, co sądzą o antykoncepcji. Gdy szczerze odpowiedzieli, zaczęła krzyczeć, że ksiądz proboszcz się o tym dowie i nie dostaną zgody na ślub kościelny. W końcu się obraziła i odmówiła wystawienia ocen na koniec roku. Udało się jakoś dotrzeć ...