POLITYKA

Sobota, 19 stycznia 2019

Polityka - nr 47 (3187) z dnia 2018-11-21; s. 21-23

Polityka

Rafał Kalukin

Wiktoria według Victora

Dziś już nie ma prostego podziału na PiS i PO. Jest rządzący monopol oraz wianuszek ugrupowań opozycyjnych, które w sumie mogą mieć więcej niż władza, a i tak jej nie pokonać. To metoda d’Hondta pokazuje swoje przewrotne oblicze.

Kto trzęsie polską polityką? Oczywiście naczelnik Jarosław Kaczyński. Ale spoglądając od strony opozycyjnej i konfigurując rozmaite układanki z Tuskiem, Schetyną, Biedroniem, Czarzastym i Kosiniakiem-Kamyszem w roli głównej, przyjdzie nam wskazać dosyć nietypowego patrona koordynującego myślenie oraz działanie wyżej wymienionych. Nietypowego, gdyż nieżyjącego już od ponad stu lat. Lecz mimo to, gdyby miało w niedalekiej przyszłości dojść do wyborczego porozumienia wszystkich opozycyjnych sił, merytorycznie wskazane byłoby nadać mu szyld Konwentu Victora d’Hondta.

A chodzi rzecz jasna o twórcę obowiązującej w Polsce metody przeliczania głosów wyborczych na mandaty. Łaskawej dla wielkich i bezlitosnej dla maluczkich, a nawet tylko mniejszych. Nakazującej natychmiast pogonić tych, którzy chcieliby adaptować w warunkach parlamentarnej demokracji dawną Havlowską ideę „siły bezsilnych”. Na ignorowanie wynalazku profesora nauk prawnych i matematycznych z Gandawy przywódcy opozycji nie mogą sobie pozwolić. Bo choćby w wyborach każdy z osobna nie wiadomo jak się wytężał, to nie pozbawią naczelnika władzy.