POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 9 (2544) z dnia 2006-03-04; s. 91

Pilch

Jerzy Pilch

William Faulkner i TW Ketman

Przeczytałem dwie biografie: wydaną nakładem Twojego Stylu biografię amerykańskiego geniusza prozy Williama Faulknera oraz wydany nakładem IPN zbiór materiałów układających się w biografię sławnego współpracownika SB – Ketmana.

Oba te żywoty pewne sprawy demitologizują, oba czyta się ze skurczonym sercem; jakość tego skurczu jest jednak diametralnie różna. Biografię Faulknera czytałem z rozpaczą, jest to biografia tytana literatury i zupełnego przy tym alkoholika. Zupełnego – w tym znaczeniu, że Faulkner najwyraźniej wiele rzeczy pisał po kielichu.

Zdecydowana większość literatów to mniejsze lub (przeważnie) większe moczymordy, w tej ogromnej armii jest jednak zaledwie garstka tych, którym alkohol towarzyszył podczas pracy. Na palcach jednej ręki i z trudem, i ze znakami zapytania ich wyliczam: Lowry, Haszek, Hemingway? Styron? Kto jeszcze? Na ogół alkoholiczna brać pisarska pracuje na trzeźwo. O whisky obecnej w życiu Faulknera wiedziałem doskonale, ale że towarzyszyła ona jego finezyjnym konstrukcjom powieściowym, że nie burzyła i nie zachwiewała ich precyzji, że sławna „faulknerowska fraza&...